<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731</id><updated>2011-10-13T11:13:04.117+02:00</updated><category term='informatyka'/><category term='historia'/><category term='gry'/><category term='muzyka'/><category term='góry'/><category term='film'/><category term='wspomnienia'/><category term='opowiadanie'/><category term='fantastyka/mitologia'/><category term='przemyślenia'/><title type='text'>Virando costas ao mundo orgulhosamente sós</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>42</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4476097509920187250</id><published>2011-10-12T23:11:00.002+02:00</published><updated>2011-10-12T23:12:58.621+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadanie'/><title type='text'>111012</title><content type='html'>"Bezkresna miłość"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja najukochańsza Eleonora! Jakże cudownie sekundy mijały gdy mogłem patrzeć w jej piękne błękitne oczy! Jedyną rozkoszą jaką zaznałem w swoim życiu był czas spędzony z nią. Nic nigdy nie mogło i nigdy nie będzie mogło równać się z tym co przeżyłem przez te kilka przeżytych z nią chwil.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznałem ją pewnego dnia gdy przypadkowo pomyliłem stoliki w restauracji. Nie pamiętam dlaczego jej towarzysz nie przyszedł, ani nawet z kim ja się wtedy umówiłem. Najważniejsze było to, że od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że to ta jedyna. Czarne włosy, kontrastujące z bladą, gładką skórą oraz niebieskie oczy tak obce temu obliczu, a jednocześnie tak wspaniale komponujące się z resztą. Mój marny świat przestał istnieć gdy ją ujrzałem, a na jego zgliszczach w jednej chwili powstał nowy - piękniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza znajomość szybko przekształciła się w pełne namiętności uczucie i w końcu małżeństwo. Tyle mówi się o zdradach, zepsuciu, znudzeniu - nie wierzę w te brednie. Dla mnie miłość istniała tylko w cudownej osobie Eleonory. Tym bardziej ubolewam nad jej stratą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się niewinnie - od zwykłych bóli i złego samopoczucia. Potem Eleonora zaczęła niknąć w oczach. Niegdyś ponętne krągłości zmieniły się w nienaturalne krzywizny. Zawsze blada, ale gładka i zdrowa skóra stała się słabo naciągniętym materiałem na kościach, które przykrywała. Choroba była bezlitosna i nieubłagana. Eleonora, całe piękno i urok tego świata, odeszła. Na szczęście zanim to się stało zdążyła dać życie cudownej Ligeji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham ten kwiat naszej miłości ponad własne życie. Jej oblicze przypomina w każdym calu piękną matkę. Zachowanie cechuje ta sama lekkość i gracja, spojrzenie jest tak samo głębokie, włosy tak samo czarne, a skóra jeszcze cudowniej delikatna i gładka. Nie ma nic piękniejszego na świecie niż Ligeja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pozwalam światu niszczyć tej ostoi piękna. Trzymam całe okrucieństwo, niesprawiedliwość i smutek z dala od niej. Nasz dom jest naszym sanktuarium wzajemnej miłości. Od śmierci kochanej Eleonory minęło już dziesięć długich lat osłodzonych jedynie obecnością Ligeji - jej wiernego odbicia. Moja miłość do dziewczyny nie zna granic. Każdy jej gest jest dla mnie radością, każdy dotyk jest jak balsam, każde pełne ekstazy westchnienie jest muzyką dla moich uszu, każdy skurcz targający wątłym ciałem przynosi ukojenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oddam jej światu. Ochronię całe piękno, które Eleonora zostawiła po sobie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4476097509920187250?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4476097509920187250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/10/121011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4476097509920187250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4476097509920187250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/10/121011.html' title='111012'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8064299171442416492</id><published>2011-07-20T14:44:00.006+02:00</published><updated>2011-07-20T15:08:56.715+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>110720</title><content type='html'>Nerd - pochodzące z języka angielskiego negatywne określenie osoby pasjonującej się naukami ścisłymi, informatyką, grami komputerowymi od niedawna do jednych z pasji nerda zalicza się fantastykę jak i czytanie komiksów. Są nieprzystosowani do życia społecznego. Nie utrzymują stosunków towarzyskich i nie dbają o formę fizyczną. Jego bardziej uspołecznioną wersją jest geek. (Wikipedia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img17.imageshack.us/img17/651/avgn20072.png"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 500px; height: 375px;" src="http://img17.imageshack.us/img17/651/avgn20072.png" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tak – tym razem nieco o byciu nerdem/geekiem i o tym, że po pierwsze nie jest to ani takie proste ani takie dziwne jak kiedyś… na bazie własnych, subiektywnych doświadczeń…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu, czyli mniej więcej w latach 90-tych bycie nerdem było bardzo proste. Wystarczyło czytać mało znane książki („Władca Pierścieni”, „Neuromancer”), oglądać filmy fantasy i science-fiction (jakiś „Willow”, jakiś „Blade Runner”), pasjonować się się „Gwiezdnymi Wojnami” czy „Star Trek’iem”, czytać trudne do zdobycia komiksy (tu „Batman” tam „Thorgal”), słuchać śmiesznej muzyki („Rhapsody”, „Blind Guardian”) no i obowiązkowo grać w gry komputerowe oraz papierowe RPG. Do tego najlepiej mieć okulary, ubierać się na czarno, mieć długie włosy i gadać z sobie podobnymi istotami o kolejnej wyprawie na smoka z mieczem świetlnym (czytelnik sam raczy zdecydować kto posiada miecz świetlny). Nerdów było mało, musieli wytrzymywać dziwne spojrzenia w sklepach następujące po pytaniu „Czy jest sikret serwis?” oraz pobłażliwe uśmieszki na twarzach znajomych kiedy podniecali się nowym dodatkiem do Dungeons &amp; Dragons kserowanym już trzydzieści cztery razy i ledwie czytelnym. Ech to były czasy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście wszystkie te „dziwne” akcesoria pojawiały się konsekwentnie w sklepach i często wystarczyło dobrze się rozejrzeć żeby wypatrzyć jakiś komiks czy książkę. O osobnych działach w Empiku nikt nawet nie myślał. Prawdziwym rarytasem było zdobycie kasety VHS z ulubionym filmem czy anime. Innymi słowy – niby wszystko było, ale wymagało od nerda wysiłku i – UWAGA, UWAGA – socjalizowania się z innymi nerdami. Tu jakieś foum, tam jakieś bractwo internetowe czy inna grupa Anonimowych Aspołeczników. Nie wspomnę o wkurzonych za rachunki telefoniczne rodzicach (jeśli już się miało dostęp do Internetu). Ale nerdów było całkiem sporo. Może nie tylu co „skejtów” czy „kibiców”, ale jednak na tyle dużo żeby organizować sesje RPG, wspólne oglądanie filmów czy wreszcie konwenty. W końcu to nerdy – komputery i Internet mieli we krwi wyprzedzając swoich rówieśników w sieciowym rozwoju o jakieś 5 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i nerdom się udało – ich zainteresowania przerodziły się w konkretne firmy sprowadzające do naszego pięknego kraju różne dziwne rekwizyty i zakazaną literaturę („Och nie! W tej książce jest obraz szatańskiego smoka!”, „nie mamo, to tylko wiwerna”, „?!”). W końcu główne sieci handlowe zaczęły tworzyć działy poświęcone literaturze fantasy, komiksom i różnego rodzaju gadżetom dla rosnącej rzeszy nerdów. A potem przyszedł Peter Jackson i wszystko spie… rozpropagował Władcę Pierścieni wskrzeszając cały gatunek filmów fantasy popularny w latach 80-tych oraz zmieniając połowę nastolatków w pseudonerdów. Żyć nie umierać – nerdy dostały dziesiątki ekranizacji komiksów, gry i systemy RPG dostępne w każdym sklepie, książki i komiksy na wyciągnięcie ręki, internetowe szaleństwo stron, portali i sklepów z artykułami „niszowymi” – raj na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem polega na tym, że odbiło się to negatywnie na samej nerdowskiej społeczności. Średni iloraz inteligencji spadł o połowę, a łączące większość maniaków bardzo przydatne zainteresowanie komputerami zmieniło się w siedzenie na YouTube lub granie w World of Warcraft. Nawet niegdyś trudno dostępne figurkowe systemy bitewne można kupić w zwykłych sklepach. Tak naprawdę zainteresowania, które kiedyś były domeną siedzących przed komputerem nastolatków w okularach stały się czymś powszechnym. Innymi słowy – bycie nerdem przestało być obciachowe i straciło swój pierwotny urok, a co gorsza brakuje prawdziwych pasjonatów, bo wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Środowisko straciło kreatywny impet, który miało przez jakieś 15 lat (pewnie więcej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę to ja dorosłem i to ja wypadłem z obiegu. Wiem, że nostalgicznie wspominam dawne czasy i z niejakim obrzydzeniem patrzę na skomercjalizowanie moich własnych, niegdyś dość niszowych zainteresowań. Niemniej jednak chyba nie odkryję Ameryki jeśli napiszę, że jeśli coś jest trudno dostępne i wymaga wysiłku to zajmują się tym ludzie, którym się po prostu chce. To właśnie ci „chcący i starający się” ludzie rozpowszechnili swoje zainteresowania i paradoksalnie doprowadzili do wyginięcia własnego gatunku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam jednak szczerą nadzieję, że nerdy jednak nie wymarły i dalej alienują się od reszty społeczeństwa (prawdziwe perełki książkowe/growe/komiksowe/filmowe dalej są trudno dostępne) albo wyewoluowały do nadnerdów po cichu zbierając siły, aby powstać gdy przyjdzie czas i opanować wszechświat wraz najbliższymi okolicami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. na obrazku &lt;a href="http://cinemassacre.com/category/avgn/avgn-2009/"&gt;Angry Video Game Nerd&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8064299171442416492?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8064299171442416492/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/07/110720.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8064299171442416492'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8064299171442416492'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/07/110720.html' title='110720'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-778366768917620897</id><published>2011-06-09T17:08:00.001+02:00</published><updated>2011-06-09T17:08:50.558+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>110609</title><content type='html'>Ostatnio często słyszę i czytam, że nowości kinowe/muzyczne/growe są dużo gorsze od tego co było kilkadziesiąt lat temu. Że brakuje im polotu, świeżości, kreatywności. Można odnieść wrażenie, że żyjemy w świecie tandety i kiczu w przeciwieństwie do zamierzchłych czasów kiedy rodziły się dzieła uznawane teraz za klasykę. Nihil novi sub Sole. Strach pomyśleć co czeka nasze dzieci – emo, plastik, iPady i Piraci z Karaibów zamiast brudasów, skejtów, Game-Boyów i Króla Lwa.  Naprawdę nie mam pojęcia skąd biorą się tego typu obawy .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień weźmy kino. Nowe Gwiezdne Wojny to już nie to samo co stare, nowym filmom akcji brakuje uroku Szklanej Pułapki czy Rambo, kreskówki w niczym nie przypominają Pocahontas, a horrory nie straszą jak Egzorcysta. A co z dobrymi, nowymi filmami? Plastyczny i zakręcony „Czarny Łabędź”, robiący wrażenie „W pułapce wojny”, epicki „Władca Pierścieni” – w czym te filmy ustępują klasyce? Efekty nie tak urokliwe, bo komputerowe? Aktorzy mniej utalentowani? Poniekąd to prawda, ale zauważmy, że technologia w kinie ciągle się zmienia co jednym się podoba a innym nie. Natomiast wybitni aktorzy (co może być nieco szokujące) mają niemiłą cechę umierania i trochę milszą cechę rodzenia się – na oba te zjawiska nie mamy żadnego wpływu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyka – zamiast Michaela Jacksona mamy Lady Gagę, zamiast Kalibra 44 mamy Peję, a zamiast Led Zeppelin….. nic? No cóż – muzyka obecnie nie dorasta do pięt Beatle’som i Elvisowi. Otrzymujemy kolorowy plastik bez wyrazu, którego nie rozumiemy, a nowych dobrych zespołów po prostu nie ma. To zupełnie inaczej niż kiedyś – Elvisa zastąpił plastikowy Michael Jackson, Beatle’sów hałaśliwy Led Zeppelin, a potem jeszcze straszniejsze AC/DC i Metallica, Szopena…. No dobra – jego nikt nie zastąpił. Mam wrażenie, że narzekanie na nowe utwory weszło ludziom w krew i dopiero po 10 latach nagle okazuje się, że takie wyśmiewane „Coco Jumbo” jest świetnym kawałkiem. Poza tym każdy, kto mówi, że nie ma nowych, dobrych zespołów jest po prostu leniwy i nie chce mu się samemu poszukać dobrej muzyki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stare gry są o wiele lepsze – mają serce, klimat i niepowtarzalny urok. Oczywiście to prawda, ale podobnie jak w poprzednich, opisywanych przeze mnie, dziedzinach – zmienia się technologia, pojawiają się nowe kierunki i nowe możliwości. Modne ostatnio odgrzewanie starych klasyków w branży gier nie jest zjawiskiem złym (w przeciwieństwie do kinematografii). Nowe możliwości techniczne pozwalają na pokazanie postaci, sposobu gry i klimatu w zupełnie nowej oprawie. To tak jak popularne kiedyś kolorowanie czarnobiałych filmów – w dużej mierze poprawiło to ich jakość. Inna sprawa, że gry są dość młode i tak jak film na początku wieku są uznawane za głupią, odmóżdżającą rozrywkę. Z tego względu bardziej ambitnym tytułom trudno dotrzeć do szerszego grona odbiorców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując warto zauważyć, że to co nazywamy klasyką jest odfiltrowanym przez historię zbiorem najlepszych i najbardziej wpływowych dla danej dziedziny dzieł. Dawniej, tak samo jak teraz, powstawało miliard filmów, utworów, książek i gier, które zniknęły tak samo szybko jak się pojawiły i nikt o nich nie chce pamiętać bo były zwyczajnie kiepskie. Poza tym dzieła już stworzone nie znikają nagle w niebycie i kolejne pokolenia mogą się nimi cieszyć tak samo jak w momencie ich powstania. Czy nagle wszystkie kopie Lalki znikną? Gwiezdne Wojny staną się zakazane? Wszystkie gry na Super Nintendo spłoną na stosach? Nawet jeśli w naszym kraju jest to możliwe to Internet jest na tyle przepastny, że będzie się dało te rzeczy znaleźć. Wystarczy tylko mieć taką wolę. A skąd ją ma ją mieć następne pokolenie? Najlepiej po prostu pokazać im, że to było i jest nadal fajne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-778366768917620897?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/778366768917620897/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/06/110609.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/778366768917620897'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/778366768917620897'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/06/110609.html' title='110609'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5133057953504400655</id><published>2011-05-14T03:31:00.003+02:00</published><updated>2011-05-14T03:39:13.382+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>110514</title><content type='html'>Tym razem wierszyk. Chyba trzeci w karierze. Rymować nie zamierzam, o sens nie pytajcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otrzymałem niebywały dar od niebios. &lt;br /&gt;Potrafię kreować rzeczywistość wokół siebie. &lt;br /&gt;Tworzyć światy wedle własnego pomysłu. &lt;br /&gt;Jedyną moją granicą jest wyobraźnia. &lt;br /&gt;Wielka to moc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie lubią moje światy.&lt;br /&gt;Są solidne, spójne i trwałe.&lt;br /&gt;To jednak dla nich za mało.&lt;br /&gt;Są zbyt bezpośrednie, zbyt oczywiste.&lt;br /&gt;Oni szukają głębi, sensu, powodu….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego odchodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic w tym dziwnego.&lt;br /&gt;Moje światy są puste i nierzeczywiste.&lt;br /&gt;Zbyt proste żeby być prawdziwymi.&lt;br /&gt;Kształty bez formy.&lt;br /&gt;Możliwości bez celu…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5133057953504400655?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5133057953504400655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/05/110514.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5133057953504400655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5133057953504400655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/05/110514.html' title='110514'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-6034193971492755493</id><published>2011-04-15T22:35:00.001+02:00</published><updated>2011-04-15T22:40:43.003+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>110415</title><content type='html'>Ostatni wpis na tym podrzędnej jakości blogu pojawił się dość dawno… Oczywiście, jak to mam w zwyczaju, zacząłem ten fakt analizować i zadawać sobie pytanie: “dlaczego?”. Po dłuższych przemyśleniach doszedłem do wniosku, że... nie mam o czym pisać! Dość szokujące stwierdzenie sugeruje niemoc twórczą i intelektualną albo wprost wyrażające mój brak zainteresowań i konkretnych poglądów. Otóż nie jest to do końca prawda. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po prostu zauważyłem, że jakakolwiek próba sensownego komentowania aktualnego stanu rzeczy całkowicie mija się z celem… bo i co tu komentować? Tragedię w Japonii, z powodu której cały świat panikuje porównując ją do Czernobyla (co skądinąd może być porównaniem słusznym)? Łączenie się z Japończykami w bulu i nadzieji? Cukier za 5zł? Atak na Li(Ropę)bię? Wędrujący pod pałacem prezydenckim namiot brutalnie acz konsekwentnie usuwany przez Straż Miejską? Bojkot uroczystości państwowych i manifestacje z transparentami „denn du bist Deutchland”? Rosnącą na pewnym portalu listę strażników miejskich interweniujących (nieco zbyt brutalnie jak na Straż Miejską zresztą) pod pałacem opatrzoną konsekwentnie uzupełnianymi danymi personalnymi tychże? Dwa koguty walczące na placu u pana Zdzisia podczas gdy będące przedmiotem sporu kury spokojnie używają trzeciego i wygrzebują robaki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyną naprawdę interesującą (i naprawdę przerażającą) rzeczą, o której przeczytałem to historia morderstwa Junko Furuty, ale o tym nie mam najmniejszej ochoty pisać – po szczegóły odsyłam na Wikipedię. Mogłem napisać przydługi tekst o nowo odkrytym przeze mnie zespole Alestorm albo stwierdzić, że Leonardo Di Caprio odrobił Titanica w polu i jest naprawdę dobrym aktorem. Mogłem opisać musical „Les Miserables” wystawiany na światowym poziomie w Teatrze Muzycznym Roma (dlaczego światowym? – posłuchajcie sobie oryginalnych wykonań Broadwayowych i polskiego). Mogłem napisać o  stareńkiej, ale wciąż rewelacyjnej trylogii „Alone In the Dark”, do której właśnie wracam. Ewentualnie o tym, że polska gra, jak już zostanie wydana, może być zakazana w południowych stanach i Meksyku bo (w przeciwieństwie do filmów akcji) przedstawia problem karteli narkotykowych w rozrywkowy sposób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłem… ale tego nie zrobiłem. Nie napisałem ponieważ otwarcie gazety grozi kolejnymi tekstami o tym jak „jedna pani drugiej pani umieściła w tylnej części ciała złożone narzędzie rolnicze”. Nie napisałem bo gdy człowiek przeczyta jakiś artykuł odechciewa mu się czytać w ogóle i przestaje działać &lt;a href=” http://xkcd.com/214/”&gt;”magia Wikipedii”&lt;/a&gt;. Nie napisałem… i tą nudną i bezsensowną litanię żalu dedykuję tylko i wyłącznie sobie za to, że byłem tak głupi i tego nie zrobiłem! Krótko mówiąc – trzeba się uodpornić na brak kreatywności otoczenia, zadbać o własną i robić swoje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://files.sharenator.com/captain_obvious_RE_Evolution-s241x323-54668.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 241px; height: 323px;" src="http://files.sharenator.com/captain_obvious_RE_Evolution-s241x323-54668.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-6034193971492755493?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/6034193971492755493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/04/110415.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6034193971492755493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6034193971492755493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/04/110415.html' title='110415'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1597172060923404217</id><published>2011-03-17T21:09:00.003+01:00</published><updated>2011-03-17T21:19:08.717+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>110317</title><content type='html'>Przeglądanie internetowej prasy nieuchronnie wiąże się z czytaniem (często mimowolnym) komentarzy pozostałych czytelników. Oczywiście większość z nich to zwykły, pospolity trolling bez polotu („moja racja jest mojsza niż twojsza”), ale coraz częściej pojawiają się trolle-specjaliści. Takie wykształcone osobniki zwykle podważają opinie eksperckie i zastępują je jedynym prawdziwym (czyli Własnym) poglądem. Wśród licznych przewodów naukowych dotyczących lotnictwa, energii atomowej i historii pojawił się jeden, który zaskoczył mnie swoją absurdalnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się całkiem niewinnie – artykuł mówiący o tym, że jakiś naukowiec ma podstawy twierdzić, że odkrył w meteorycie życie. Odkrycie jak każde inne jest z pewnością cenne dla nauki nawet jeśli ów naukowiec miałby przez nie stracić pracę (gdyby okazało się, że to bzdura). Konsekwencją tego faktu wg odkrywcy może być między innymi pozaziemski rodowód całego życia na Ziemi. Słowem - całkiem interesujące znalezisko, które może nam powiedzieć więcej o wszechświecie i małych szarych ludzikach. Forumowicze nie podzielali radości odkrywcy ani nawet nie odnosili odkrycia do niedawnych wydarzeń w Polsce („słoń a sprawa polska”). Zamiast tego rozgorzała dyskusja na temat… religii katolickej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skąd takie przejście z kosmitów na Kościół? Ano kilka "znanych ekspertów" napisało, że to obala ideę stworzenia świata i wszystkiego co na nim przez Boga. W zasadzie logiczne – życie jest z kosmosu to nie mogło powstać na Ziemi. Te ataki były odpierane przez zbyt nadgorliwych kreacjonistów, którzy wszelkie naukowe teorie i dowody są w stanie podważyć prostym stwierdzeniem „nie ma tego w Piśmie”. Oczywiście naukowcy nie dawali za wygraną i promowali teorię ewolucji wraz z paroma jej dziurami i nieścisłościami. Skończyło się na wielkiej kłótnio istnienie Boga, o to czy dinozaury zostały przez Niego podrzucone aby ćwiczyć wiernych (a przecież każdy wie, że Bóg stworzył w tym celu Arrakis) oraz o to czy pochodzi od małpy czy też może od przedwiecznego glona z odmętów kosmosu. Jednym słowem chaos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co o tym piszę? Ano zaciekawiło jak wielką wagę przykłada się do pierwszej księgi Starego Testamentu. Czy to naprawdę aż takie ważne z punktu widzenia wiary jak Bóg stworzył Ziemię i ile mu to zajęło? Ja rozumiem, ze interpretacja stworzenia świata jako przenośni implikuje interpretację całej reszty również jako przenośni co z kolei sprawia, że Jezus Chrystus traci na znaczeniu (zmartwychwstał "w przenośni", nie jest fizycznie obecny w Eucharystii itd.).Dlaczego centralnym punktem sporu było pierwsze siedem dni tego świata? Naprawdę nie ma niczego ważniejszego w Piśmie świętym niż sposób w jaki Bóg dokonał aktu stworzenia? Naprawdę nie ma lepszych sposobów na atakowanie katolików niż udowadnianie im, że Ziemia nie powstała w siedem dni? Krucjaty i stosy to za mało? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijam nawet fakt, że wiara jest kwestią wiary, a teoria to tylko teoria. Jeśli znaleźć dowody i potwierdzone fakty to obie zamieniają się w zwykłą wiedzę…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1597172060923404217?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1597172060923404217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/03/110317.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1597172060923404217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1597172060923404217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/03/110317.html' title='110317'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-3643901617331164991</id><published>2011-02-06T16:00:00.002+01:00</published><updated>2011-02-06T16:00:53.184+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>110206</title><content type='html'>Któregoś razu jadąc jednym z supernowoczesnych pociągów lidera światowego rynku transportowego PKP usłyszałem interesującą rozmowę dwóch maturzystek. Rozmowa dotyczyła jak to zwykle bywa w takich wypadkach samej matury i dalszych planów. Po krótkim omówieniu zdawanych przedmiotów, które były ściśle humanistyczne przeszły do tematu wyboru kierunku studiów. Ku mojemu zaskoczeniu jedynym wyznacznikiem było: „studia muszą być ciekawe”, „musi to być coś fajnego”… A następnie padły przykłady: zarządzenie, politologia, europeistyka, psychologia, socjologia, stosunki międzynarodowe…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam zamiaru krytykować wymienionych kierunków jako takich, bo spełniają swoją funkcję, a ich absolwenci mają swoją rolę w społeczeństwie i z pewnością są w nim potrzebni. Problem polega na tym, że jest ich po prostu za dużo… Moim zdaniem główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim brak znajomości dostępnych kierunków studiów i tego co się na nich (i po nich) robi. W dalszej kolejności wymieniłbym zwyczajne niepowodzenie – nie udało się dostać na marketing i zarządzanie to idziemy na socjologię oraz brak znajomości rynku pracy - owszem, dobry menadżer zarabia sporo, ale szczególnie w mniejszych miastach zapotrzebowanie na takich ludzi jest znikome.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodzi to tego oferta uczelni niepublicznych, które oferują studia dla tych, którym się nie udało przejść rekrutacji albo zwyczajnie kuszą egzotycznymi i ciekawym kierunkami. Na plakatach widnieją: zarządzanie zasobami ludzkimi, multimedia i reklama, turystyka i rekreacja… Ewentualnie bardziej kosmiczne: bezpieczeństwo wewnętrzne, psychologia w biznesie, zdrowie publiczne. Ich poziom poza tym pozostawia wiele do życzenia, no ale w końcu to jakieś studia, a magistrem trzeba zostać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Relatywnie łatwo dostać się na nielubiane (szczególnie przez płeć piękną) kierunki ścisłe i inżynierskie. Wymagają one natomiast ciężkiej pracy w trakcie studiów co jest sporą barierą. Nie chodzi o to, że pozostałe kierunki są proste, łatwe i przyjemne, ale o to, że z powodu niebyt dużej ilości chętnych na jedno miejsce studia zaczynają ludzie, którzy zwyczajnie się do tego nie nadają. Inaczej się traktuje studia, na które udało się dostać mimo pięciu kandydatów na jedno miejsce, a inaczej te na które poszło się „z marszu”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Efekt końcowy? Armia bezrobotnych magistrów, z których większość stanowią absolwenci kierunków uznawanych za humanistyczne czy innych zarządzaniów multimediamów z reklamów w biznesie publicznym. Przykre jest to, że są to osoby, które zapracowały sobie tak czy inaczej na wyższe wykształcenie, a oferta rynkowa dla nich jest praktycznie żadna. Często kończy się to wiecznym szukaniem pracy lub pracą na stanowisku wymagającym niższych (lub żadnych) kwalifikacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyną rzeczą, którą w tym wypadku należy zmienić to sposób myślenia. Obecnie panuje mylne przekonanie, że aby osiągnąć coś w życiu trzeba mieć wyższe wykształcenie. Nieważne co się studiowało ważne, że jest się MaGazynieR. Tragikomicznym rezultatem jest zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju techników i rzemieślników uzupełniane osobami niekompetentnymi, nieodpowiedzialnymi i nieprzygotowanymi w żaden sposób do zawodu. Innymi słowy – na kasie w supermarkecie jest raczej inteligentny magister, a elektryk nie wie, który kabel jest od czego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-3643901617331164991?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/3643901617331164991/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/02/20110206.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3643901617331164991'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3643901617331164991'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/02/20110206.html' title='110206'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4218680302903212035</id><published>2011-01-04T19:33:00.002+01:00</published><updated>2011-01-04T20:03:38.515+01:00</updated><title type='text'>110104</title><content type='html'>W naszym kraju bardzo często mamy do czynienia ze zbyt dużą gęstością lokalną populacji, czyli mówiąc prościej – tłumem. Lider kolejnictwa europejskiego, firma PKP zafundowała nam nieoficjalne bicie rekordu Guinessa w liczbie osób stojących, a raczej „ulokowanych” na jednym metrze kwadratowym. Tłum pociągowy to jednak nie jedyny, a z pewnością nie najbardziej irytujący rodzaj tłumu. Poniżej zamieszczam krótkie zestawienie najbardziej interesujących tłumów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum statyczny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Z tłumem statycznym możemy się spotkać kiedy spora grupa osobników obserwuje bądź czeka na jakieś wydarzenie w jednym miejscu. Wszyscy w miarę spokojnie stoją na swoich miejscach nie naruszając 10 centymetrów kwadratowych przestrzeni sąsiada. Jest to najmniej interesujący, ale też najdelikatniejszy rodzaj tłumu. &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: koncerty plenerowe (przed rozpoczęciem, nie licząc pierwszych rzędów), część atrakcji turystycznych, Msza Święta, perony/przystanki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum statyczny z zaburzeniami&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jeśli w tłumie statycznym wykres ilorazu inteligencji osiągnie lokalne minimum w postaci pojedynczego osobnika oraz to minimum jest wystarczająco niskie pojawia się zaburzenie. Wymieniany osobnik, zwany przez resztę tłumu pieszczotliwie „kretynem”, stara przemieścić się w obranym przez siebie kierunku (najczęściej w stronę obserwowanego wydarzenia) nie zważając na resztę tłumu. Zaburzenia takie pojawiają się bardzo często i potrafią w jednej chwili lokalnie zmienić charakter tłumu. UWAGA – osobnik może mieć towarzyszy.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie – jak tłum statyczny oraz: przed rozkładami jazdy, we wszelkich miejscach gdzie każdy osobnik z tłumu coś dostanie, ale ten jeden musi dostać bardziej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum wolnoprzesuwny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy uczestnicy tłumu przesuwają się z niewielką prędkością w jednym kierunku. Jeśli osobnik przemieszcza się w tym samym kierunku co tłum praktycznie nie odczuwa dyskomfortu psychofizycznego. Gorzej jeśli chce poruszać się wzdłuż jakiegokolwiek nierównoległego wektora. Tłum najczęściej uważa takiego osobnika za zaburzenie wymienione w poprzednim punkcie i ma pretensje, które nierzadko są werbalizowane. Najgorszym przypadkiem jest jednak poruszanie się wzdłuż wektora równoległego do kierunku poruszania się tłumu, ale o przeciwnym zwrocie. W takich sytuacjach należy zachować ostrożność i uzbroić się w anielską cierpliwość.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: wchodzenie i wychodzenie ze środka komunikacji publicznej lub pomieszczeń użytku publicznego (kino, kościół, sala koncertowa), atrakcje turystyczne wymagające poruszania się w tłumie po określonej trasie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum szybkoprzesuwny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Charakteryzuje się tymi samymi cechami co tłum wolnoprzesuwny z tą różnicą, że prędkość poruszania się tłumu jest znacznie większa. Właśnie zwiększona prędkość powoduje, że ten rodzaj tłumu jest jednym z najgroźniejszych. Poruszanie się w innym kierunku jest praktycznie niemożliwe. Jeśli prędkość poruszania się tłumu przekroczy wartość krytyczną tłum nazywany panikującym. Tłumy panikujące są osobnym zjawiskiem i nie wchodzą w ramy tego opracowania. Należy tylko zaznaczyć, że jest to najniebezpieczniejszy rodzaj tłumu dla wszystkich osobników w pobliżu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie – jak tłum wolnoprzesuwny z tą różnicą, że kilka osobników cieszących się niepodważalnym autorytetem krzyknie najpierw np. „pali się!” (dotyczy przede wszystkim opuszczania wymienionych wcześniej obiektów), ponadto min.: peron/przystanek gdy podjeżdża oczekiwany przez tłum środek komunikacji publicznej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum chaotyczny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Porównywany do ruchów Browna – pojedyncze osobniki występujące w tłumie poruszają się w losowych kierunkach. Prędkość osobników oraz odległości między nimi mogą się znacznie różnić w zależności od miejsca występowania. Może być groźny, ponieważ partycypanci często bywają agresywni oraz poruszają się w przekonaniu, że wszystkie inne osobniki powinny zwracać uwagę na ich kierunek i prędkość ruchu. Najgroźniejsze przypadki zostały odnotowane w galeriach handlowych w okresach nazywanych świątecznymi&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: galerie handlowe, supermarkety, atrakcje turystyczne nie wymagające zorganizowanego zwiedzania, dworce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum kolejkowany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Osobniki stoją jeden za drugim przed obiektem zainteresowania. Co jakiś czas stojący najbliżej obiektu opuszcza tłum i zostaje zastępowany przez stojącego bezpośrednio za nim. Ze względu na pozorną organizację może wydać się niegroźny, ale zdarzają się przypadki, że pojedyncze osobniki nie są zadowolone ze swojej odległości od obiektu zainteresowania i chcą je zmienić zastępując innych. Wymienione osobniki często stanowią lokalne minimum ilorazu inteligencji w tłumie. Tłum kolejkowy może się z niewielką prędkością poruszać nie tracąc organizacji.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: kasy, sklepy, gra komputerowa Lemmings.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum pseudokolejkowany&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak w przypadku tłumu kolejkowanego osobniki oczekują na dostęp do obiektu zainteresowania, ale w przeciwieństwie do niego nie tworzą żadnej zorganizowanej struktury. Często zdarza się, że tłum tego typu przekształca się w tłum napierający. Najczęściej dzieje się tak gdy przekroczona zostanie krytyczna ilość osobników stanowiących minima lokalne IQ lub gdy w otoczeniu wokół minimum występuje dostatecznie dużo osobników o zbliżonym ilorazie inteligencji.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie – jak tłum kolejkowany oraz: bary, imprezy plenerowe z piwem, sale wykładowe/pokoje pracowników naukowych w okresie wpisów do indeksów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum napierający&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dość szczególny rodzaj tłumu, który w ekstremalnych przypadkach może być bardzo niebezpieczny. Osobniki, podobnie jak w tłumie statycznym lub wolnoprzesuwnym starają się znaleźć jak najbliżej obiektu zainteresowania, ale są w jakiś sposób odgrodzone od tego obiektu (np. barierkami). Osobniki znajdujące się najbliżej granicy są w bezpośredni sposób zagrożone zgnieceniem przez te stojące za nimi.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: koncerty, knajpy oraz bary, w których pierwsze x piw jest darmowych, filmy George’a A Romero i podobne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tłum komunikacyjny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Duża ilość osobników jest umieszczona w pojeździe przystosowanym konstrukcyjnie do przewożenia mniejszej ich liczby. W tym tłumie zagęszczenie osobników osiąga wartości ekstremalne i czasem można zaobserwować dwa lub więcej osobników zajmujących dokładnie ten sam punkt pojazdu. Zagęszczenie jest wprost proporcjonalne do bliskości „okresu świątecznego” i odwrotnie proporcjonalne do wielkości pojazdu – szczegółowe wzory są opracowywane. Osobniki mają tendencję do posługiwania się zwrotami „czy pan wysiada?”, „dlaczego wszyscy stoją przy drzwiach skoro środek jest pusty?” (co w 99% przypadków nie jest prawdą), które nie mają absolutnie żadnego sensu i znaczenia. W pewnych punktach pojazd zatrzymuje się, po czym pewna ilość osobników wychodzi po to żeby wrócić w zmniejszonej (lub zwiększonej) ilości. Przypadek, w którym wraca tyle samo ile wychodzi jest bardzo rzadki i wciąż trwają badania nad jego przyczyną.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Występowanie: pojazdy komunikacji publicznej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie są to wszystkie rodzaje tłumów, a podane przypadki występowania mają charakter jedynie poglądowy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4218680302903212035?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4218680302903212035/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/01/04012011.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4218680302903212035'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4218680302903212035'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2011/01/04012011.html' title='110104'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5708276490420511416</id><published>2010-12-03T12:23:00.002+01:00</published><updated>2010-12-03T12:29:55.148+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>101203</title><content type='html'>W tak zwanych "normalnych krajach" Święto Niepodległości jest radosnym świętem, w którym liczne parady przechodzą ulicami większych miast. Patetyczne wypowiedzi, mnóstwo flag i symboli państwowych, uroczystości z udziałem władz. Brzmi całkiem sympatycznie i rozsądnie. Niestety w naszym, polskim wykonaniu oprócz uroczystości z udziałem władz obserwowaliśmy w Warszawie jeden z największych cyrków od czasu krzyża pod Pałacem Prezydenckim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mowa oczywiście o nieszczęsnym marszu ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. "Hajlujący chłopcy" przeszli największymi ulicami stolicy z hasłem "Bóg, honor, ojczyzna" i symbolami, które w wielu krajach są uznawane za nazistowskie. W sumie to nic dziwnego, bo ONR jest znany ze swojego umiłowania do tego typu idei. Dziwne natomiast jest to, że marsz nie przeszedł w taki sposób w jaki pierwotnie zaplanowano. Nie pozwoliła mu przejść całkiem spora grupa przeciwników parady. Sprzeciwiali się promowaniu faszyzmu i nietolerancji, a także prawu i egzekwującej to prawo policji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jednej strony mamy skinheadopodobnych ludzi, którzy jak pisałem kilka wpisów wcześniej mają spore tendencje do przedstawiania swoich racji w dość radykalny sposób oraz (zapożyczając określenie) "katofaszystów" z Młodzieży Wszechpolskiej. Wszystko okraszone Januszem Korwinen-Mikke (Korwin-Mikkem? Korwinem-Mikkim?) w kapeluszu i muszce. Z drugiej natomiast młodzierzówki lewicowe, organizację terrorystyczną o dumnej nazwie Antifa (vlepki mają fajne), pacyfistów, anarchistów, którzy w ramach święta narodowego postanowili się zorganizować oraz kilku posłów lewicy. Niektórzy mieli wyjątkowego pecha i za grzeczne przyglądanie się z kamieniami w rękach dumnym narodowcom zostali brutalnie aresztowani przez policję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznacie, że działo się całkiem sporo na kilkukrotnie zmienianej trasie Marszu Niepodległości. Po czyjej stronie stanąć? Po stronie ludzi odwołujących się do tradycji i poglądów, które zniszczyły miasto przez które idą? A może po stronie zadymiarzy szukających guza, mających w głebokim poważaniu zasady praworządności i demokracji (marsz był legalny), a rykoszetem również całą policję i miasto. W ostateczności można stanąć w środku razem z kordonem policji niezbyt&lt;br /&gt;chętnie broniącym marszu albo z dziennikarzami robiącymi z jednego przemarszu narodowców wydarzenie rangi państwowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A najlepiej było stanąć wraz z wieloma innymi mieszkańcami Warszawy i podziwiać defiladę wojskową z udziałem grup rekonstrukcji historycznej zorganizowaną przez władze miasta, o której prawie w ogóle nie było słychać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5708276490420511416?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5708276490420511416/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/12/101203.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5708276490420511416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5708276490420511416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/12/101203.html' title='101203'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8137882050503302463</id><published>2010-10-21T19:54:00.003+02:00</published><updated>2010-10-27T13:51:19.861+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka/mitologia'/><title type='text'>101021</title><content type='html'>Wampir to istota wskroś słowiańska, a pamiętamy o niej wszyscy za sprawą naszych lubiących herbatę o 5 PM wyspiarzy. Wąpierz, tak bowiem u nas się na takiego osobnika mówiło, to nic innego jak kolejny maszkaron powstały z grobu. Przyczyną było niewłaściwe obchodzenie się ze zmarłymi. Wchodziła w grę klątwa, brak obrzędu, porzucenie, nagła śmierć, choroba i… skok zwierzęcia nad zwłokami zmarłego. Strasznie tego dużo. Pierwotna i prawdopodobna przyczyna powstania legendy jak zwykle była bardziej prozaiczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najprawdopodobniej za wampiry uważano ludzi dotkniętych jedną z fotodermatoz (choroby skóry powodujące nadwrażliwość na światło) lub wadą genetyczną taką jak wampirzy zgryz, podwójny rząd zębów itp. Ponieważ tacy ludzie zwykle traktowani byli jak odszczepieńcy, zaczynali tworzyć własne społeczności na uboczu. Wady genetyczne z pokolenia na pokolenie się pogłębiały, co jest oczywiste przy małej ilości genów w puli, a ludzie ci, prowadzący nocny tryb życia, musieli faktycznie wyglądać upiornie dla przypadkowych przechodniów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe atrybuty wąpierza to oczywiście zdolność do metamorfoz w przeróżne dziwne zwierzęta, wrażliwość na światło, kołki osinowe, srebro i czosnek, a także umiłowanie do czerwonych napojów (i nie chodzi o wino – „I don’t drink…. Wine”). W skrócie: „dzieci nie łaźcie nigdzie po zmroku bez jakiegoś kołka, jedzcie cebulę i nie drażnijcie zwierząt”. Bardzo wychowawcze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W obecnej kulturze wampir pojawił się za sprawą Brama Stokera i jego powieści epistolarnej „Drakula”. Opisany tam wampir to przeklęty Wład Palownik - dawno zmarły hrabia z Transylwanii (nota bene jeszcze za życia mający spore problemy z opinią publiczną), który starając się uzupełnić poziom płynów ustrojowych w organizmie  przybywa do Londynu i gnębi mieszkańców ze szczególnym uwzględnieniem pewnej białogłowy. Jak wszyscy wiemy był to kiepski pomysł, ponieważ hrabia kończy z osinowym kołkiem w… sercu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powieść była wielokrotnie filmowana. „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922r. przedstawia nam Draculę (musieli go przechrzcić na Orloka ze względu na prawa autorskie) w nieco karykaturalnym zwierciadle niemieckiego ekspresjonizmu. Gra cieni, przerażających kształtów i niedopowiedzeń. Robi nieco mniejsze wrażenie niż „Gabinet doktora Caligari”, ale i tak warto poświęcić chwilę na obejrzenie tego widowiska. O wiele ważniejszym dla wizerunku wampira był film z 1931r. „Drakula”. To właśnie tam zaprezentowano nam najbardziej klasycznego i schematycznego wampira. Pamiętacie Liczyhrabiego (Count von Count) z Ulicy Sezamkowej? Wielki nos, włosy ułożone do tyłu, czarny płaszcz, syczenie zasłaniający gdy trzeba twarz – tak właśnie wyglądał Bela Lugosi w „Drakuli”. Nawet „wampirzy” sposób mówienia – powolny, wyraźny, o dziwnym akcencie i śmiesznej wymowie ‘r’ – jest zaczerpnięty od tego aktora węgierskiego pochodzenia. Słowem – klasyka klasyki. Bez tego filmu nie byłoby wampira takiego jakim go znamy. Sam Lugosi został zresztą pochowany w stroju Drakuli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem były inne ekranizacje „Drakuli” – z udziałem min. Christophera Lee (tak tak, to Saruman i hrabia Dooku), Gary’ego  Oldmana jak i Leslie Nielsena – mniej lub bardziej trzymające się powieści. Powstała też cała masa innych filmów, gier i książek o wampirach. Mamy wampiry inteligentne („Wywiad z wampirem”, „Underground”), narysowane („Hellsing”, „Vampire Hunter D”), będące mięsem armatnim („Blade”, „Van Hellsing”), broniące swoich zamków („Castlevania”), „uczuciowe” („Zmierzch”), śmieszne („Drakula – wampiry bez zębów”), groteskowe („Drakula” 1992), śpiewające („Taniec wampirów”), o religijnym pochodzeniu („Drakula 2000”) jak i biorące się zupełnie znikąd („30 dni nocy” – polecam komiks). Dla każdego coś miłego. Z bardziej spójnych wizji dotyczących jedynie wampirów mamy świat Anny Rice oraz Świat Mroku. Możemy patrzeć historycznie („Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli”), możemy też traktować wampira jedynie jako jednego z bohaterów („Wiedźmin”, sporo gier komputerowych). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowem – dzisiejsza pop i nie tylko pop kultura wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby Słowianie nie wymyślili wąpierza, Bram Stoker Drakuli, a Bela Lugosi czarnego płaszcza i zaczesanych włosów.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8137882050503302463?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8137882050503302463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/10/101021.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8137882050503302463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8137882050503302463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/10/101021.html' title='101021'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4250152990922245443</id><published>2010-09-29T15:07:00.003+02:00</published><updated>2010-10-27T13:49:45.359+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100929</title><content type='html'>Mówi się, że w życiu człowieka pojawiają się momenty zmieniające całkowicie jego świat. Pierwsze mleko z butelki, pierwsze samodzielne pójście do łazienki, pójście do przedszkola, zmiana przedszkola na szkołę, matura…. Jest tego trochę. Mówi się, że matura wyznacza granicę między dzieciństwem a dorosłością, skończenie studiów między beztroskim życiem a samodzielnością, ślub między samodzielnością a odpowiedzialnością…. Uff… Strasznie dużo tych granic. Chciałoby się zacytować klasyka: „keine Grenzen!”. Warto się jednak zastanowić czy te wydarzenia faktycznie zmieniają radykalnie nasze życie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od zmiany otoczenia spowodowanej ukończeniem pewnego etapu edukacji. Znikają stare szkolne przyjaźnie, zmienia się atmosfera, zmieniają się ludzie, człowiek dorośleje… Tak? W dwa miesiące wakacji człowiek i wszyscy ludzie wokół niego całkowicie się  zmieniają? Chyba jednak nie. Jeśli mówimy o zmianie otoczenia musimy pamiętać, że człowiek otacza się ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania i światopogląd. Jeśli starzy znajomi nie nadążają za zmianami w psychice, zostają w tyle. Wielokrotnie zdarza się przecież, że w jednym roku dogadujemy się z innym kolegą z klasy niż w poprzednich i nie zależy to od niczego poza nami samymi. Zmiana szkoły oczywiście sprzyja takim zmianom, ale nie jest ich bezpośrednią przyczyną. Dowodem na to są wieloletnie przyjaźnie z „kolegą z ławki”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeprowadzka wpływa na otoczenie człowieka w sposób o wiele bardziej widoczny i dotkliwy. Dlatego pójście na studia, czy rozpoczęcie pracy w zupełnie innym mieście to bardzo duża zmiana. Czy tak samo zmienia się świat w naszych umysłach? Z pewnością może pojawić się poczucie osamotnienia albo wręcz przeciwnie – spełnienie i odnalezienie swojego miejsca na świecie. No właśnie: może, ale nie musi. Akurat tak się składa, że mniej więcej w tym okresie człowiek biologicznie dorasta i niezależnie od tego jak potoczą się jego losy, jego spojrzenie na świat ulegnie zmianie. Zresztą w dzisiejszych czasach utrzymanie bliskiego kontaktu niezależnie od odległości wcale nie jest takie trudne więc otoczenie nie musi całkowicie się zmienić. Trzeba tylko chcieć, a to często o wiele większy problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Utarło się, że po ślubie człowiek staje się odpowiedzialny, tworzy rodzinę, że nie ma „ja” tylko „my”, że wszystko wygląda inaczej. Nie bardzo rozumiem dlaczego dwie bliskie sobie osoby miałyby w ciągu jednego dnia zmienić sposób myślenia. Owszem – przysięga zobowiązuje, daje pewność i stabilizację, ale w dzisiejszych czasach po pierwsze straciła na wartości (niestety), a po drugie najczęściej niewiele zmienia w życiu zainteresowanych. Jeśli para obraca się w pewnym środowisku to małżeństwo również będzie. No chyba, że ktoś celowo chce coś zmienić w swoim życiu, ale wtedy ślub jest pretekstem, a nie przyczyną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuacje, które nas zmieniają zdarzają się na każdym kroku. Jedne zmiany są nagłe, inne następują stopniowo. Nie można jednak ich wiązać z jakimiś konkretnymi datami czy wydarzeniami, bo z matematycznego punktu widzenia człowiek jest funkcją ciągłą i praktycznie nic poza traumatycznymi wypadkami nie następuje w nim nagle. Większość rzeczy jest konsekwencją decyzji i działań danej osoby lub innych ludzi i sama zmiana w otoczeniu to za mało żeby ją zmienić. Jeśli ktoś naprawdę czuje się dobrze takim jaki jest - nie zmieni się, jeśli w głębi siebie czuje się źle – wykorzysta każdy pretekst do zmiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeśli nie ma zmiany, coś w nas usypia... i trudno to potem rozbudzić. Śpiący musi się obudzić.”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4250152990922245443?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4250152990922245443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/09/100929.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4250152990922245443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4250152990922245443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/09/100929.html' title='100929'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4009593772406983420</id><published>2010-08-17T13:03:00.004+02:00</published><updated>2010-10-27T13:47:57.010+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantastyka/mitologia'/><title type='text'>100817</title><content type='html'>W literaturze fantasy bez przerwy mamy kontakt z przeróżnymi dziwnymi stworami. Nic z resztą dziwnego – gatunek wywodzi się wprost z legend, mitów i podań. Historyjki opowiadające o różnych maszkaronach wymyślane przez babcie żeby dzieci unikały (często bardzo realnych) niebezpieczeństw przekształciły się najpierw w niesamowicie interesujące legendy i baśnie, a potem za sprawą takich panów jak G. MacDonald, C. S. Lewis,  J. R. R. Tolkien czy nasz rodzimy A. Sapkowski wrosły także w kulturę masową i nabrały bardziej „dorosłego” charakteru. Mimo, że nie jestem w tej materii ekspertem postaram się przybliżyć skąd w fantasy wzięły się niektóre stworzenia. Zacznijmy od naszego rodzimego podwórka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Południca &lt;br /&gt;Kobieca postać, która latem dopadała ludzi na polach najczęściej w okolicach południa. Jest to słowiański demon, którym stawały się kobiety zmarłe przed ślubem lub krótko po weselu. Południce wyobrażano sobie jako kobiety z rozpuszczonymi włosami w luźnej białej szacie niosące kostur i/lub sierp. Napotkanym na polu nieszczęśnikom zadawały zagadki, od których zależał ich los. Skąd taki pomysł na stwora? W południe na polach jest ciepło, a nawet bardzo ciepło. Ludzie często dostawali udaru słonecznego i umierali – takie zdarzenia były tłumaczone obecnością południc, przed którymi ostrzegano idących na pole. Porywały także dzieci buszujące samotnie w zbożu. Prawdopodobnie utożsamiano z nimi także wiry pojawiąjące się latem na polach. Co ciekawe niektóre mitologie germańskie także mają analogiczne stworzenia – Mittagsfrau czy Lausitz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://timbuktu.blox.pl/resource/W_tumanie.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 211px;" src="http://timbuktu.blox.pl/resource/W_tumanie.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rusałka, brzeginia, łaskotka, łaskotucha&lt;br /&gt;Dziewczyna, która jeszcze nigdy się nie zakochała mogła natrafić na tańczące rusałki, które wabiły ją radosnymi pląsami i śpiewem. Jeśli do nich dołączyła nie mogła już powrócić do domu, a pod płotem zostawiała wianek. W ten sposób powstawała kolejna rusałka czyli  słowiański odpowiednik greckiej nimfy wodnej lub syreny czy germańskiej niksy. Przedstawiana jest jako piękna dziewczyna w wianku odziana jedynie w zwiewną koszulę, pojawiająca się przy stawach czy jeziorach. Tańcem i śpiewem wabi młodzieńców, którzy chcąc się do niej zbliżyć po prostu toną. W innych wersjach są to dziewczyny, których życie zakończyło się zbyt młodo i zdecydowanie zbyt brutalnie. W pierwszym przypadku rusałka jest po prostu pozbawionym uczuć pięknem, w drugim – mściwą istotą nienawidzącą ludzi. Istnieje także męski odpowiednik: rusał lub rusałek, a także wersje podań, w których rusałka jest paskudną starucha. Literatura romantyczna bardzo rusałki lubi i chyba najbardziej znaną istotą rusałkopodobną jest świtezianka opisana przez naszego wieszcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://timbuktu.blox.pl/resource/Rusalki_2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 154px;" src="http://timbuktu.blox.pl/resource/Rusalki_2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strzyga, strzyg, strzygoń&lt;br /&gt;Nie wszystkie dzieci rodziły się doskonałe, a jeśli deformacje były zbyt duże rodzice porzucali swoją pociechę lub wręcz wypędzali z osady. Porzucane były dzieci w różnym wieku i niektórym udawało się przeżyć w dziczy. Według podań takie dzieci rodziły się z dwiema duszami, dwoma sercami i dwoma szeregami zębów. Były z natury złe i aby żyć musiały polować na ludzi. Inne wersje mówią, że w strzygi zamieniali się ludzie, którzy zostali przypadkiem pochowani jeszcze za życia (dlatego często chowano twarzą do dołu). Strzygi czasem też były zwiastunami śmierci któregoś z domowników. Generalnie jest to najlepszy dowód na ignorancję ludzi i odrzucanie przez społeczeństwo osobników odmiennych czy zdeformowanych. Strzyga to zdecydowanie nasz, polski stwór, który mimo podobieństw jest nieco inny niż wampir. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej od słowa strix oznaczającego sowę, a także stwora z mitologii rzymskiej. Uważano zresztą, że strzygi mogą zmienić się w sowę. Ulubiona strzyga – księżniczka z opowiadania „Wiedźmin” Sapkowskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/bc/Burne-Jones-le-Vampire.jpg/220px-Burne-Jones-le-Vampire.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 220px; height: 310px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/bc/Burne-Jones-le-Vampire.jpg/220px-Burne-Jones-le-Vampire.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle w tej notce. Tym razem czekam na odzew i komentarze, bo nie wiem czy kontynuować opisy stworzonek wygrzebane w czeluściach internetu i mojej pamięci czy nie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4009593772406983420?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4009593772406983420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/08/100817.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4009593772406983420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4009593772406983420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/08/100817.html' title='100817'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4347168372513117279</id><published>2010-08-01T02:12:00.001+02:00</published><updated>2010-08-01T02:12:53.269+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>100801</title><content type='html'>Krótkie wspominki górskie Kauacha cz. III&lt;br /&gt;„Polska to piękny kraj”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Górskie wojaże po polskich szlakach opisane były bodaj w zeszłym roku, w pierwszej części tego mini-cyklu. Moja ostatnia wyprawa dowodzi, że rodzime PTTK to organizacja profesjonalna, znająca zarówno góry jak i umiejętności turystów, która ponadto ma niebywały talent do poprawnego znakowania szlaków. Mało tego, polscy autorzy map to wybitni kartografowie, którym zachodni specjaliści z Compass nie dorastają do pięt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się całkiem niewinnie od przybycia do austriackiego miasteczka Kappl. Plan był prosty – kupić mapy, wybrać szlaki, łazić najpierw w górę potem z powrotem w dół. Wszystko okraszone pięknymi alpejskimi krajobrazami oraz wymuskanymi domkami porządnych i dbających o szczegóły Austriaków. Żyć nie umierać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nietrudno się domyślić, że zakup map nie stanowił żadnego problemu: pierwszy lepszy kiosk oferował dość dokładne mapy okolicy Kappl, Ischgl i Galtür, a są to okolice przepiękne, bo w końcu to masyw Silvretty, który kojarzony jest przede wszystkim z trasą widokową Silvretta Hochalpenschtrasse. Po przejrzeniu pierwszej, teoretycznie najlepszej mapy (Compass) okazało się, że po pierwsze - wszystkie szlaki są oznaczone na czerwono, po drugie – mają trzy różne stopnie trudności i wreszcie po trzecie – mapa nie zawiera informacji o czasach przejścia tras. Problem został szybko rozwiązany przez kilka innych, niemal reklamowych map, na których owe czasy były wypisane, ale w tak nieczytelny sposób, że nijak nie dało się ściśle określić długości konkretnego szlaku. Słowem – trasę wybraliśmy mniej lub bardziej „na czuja”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z podstawowych cech szlaków górskich jest to, że najczęściej odbijają od nich inne ścieżki prowadzące do „Jatamniechcęiść”. Logika i polskie przyzwyczajenia nakazywały, że w tych miejscach oznaczenia szlaku precyzują w którą stronę się udać. Austriacka logika nie jest tym jednak specjalnie zainteresowana i każe turyście szukać oznaczenia szlaku zarówno po jednej jak i drugiej stronie rozwidlenia. Męczące to i żmudne, bo czerwone kropki na drzewach i kamieniach są poumieszczane w losowych odległościach, że o trudnościach z ich wypatrzeniem nie wspomnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie rozwidlenia stanowiły marginalny problem w porównaniu ze skrzyżowaniami szlaków. Banalny słup z kilkoma strzałkami i wypisanymi czasami przejścia jest rozwiązaniem raczej oczywistym i nawet Austriacy nie mieli z tym większych problemów. Z czystym sumieniem mogę jednak stwierdzić, że na południe od Niemiec żyją sami daltoniści. Otóż na „górkę nr 1” prowadzi szlak czerwony, na „górkę nr 2”  w przeciwnym kierunku prowadzi szlak czerwony, do miejsca, z którego się przyszło prowadzi szlak czerwony. Przynajmniej jedna rzecz się wyjaśniła – mapa oznaczająca wszystkie szlaki na czerwono nie kłamała. Na domiar złego trafiliśmy na skrzyżowanie, które nie posiadało słupa ze strzałkami i w cztery (!) kierunki rozchodziły się czerwone szlaki. Oczywiście wybraliśmy niewłaściwy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc moje narzekania chciałbym dodać, że informacja o czasie przejścia szlaku jest górach kluczowa, bo w nocy szczyty i doliny nabierają „lovecraftowskiej” aury i łatwo się o jakąś mackę potknąć (w sumie zwykły kamień w zupełności wystarcza). Austriacy i na tym się doskonale znają. Znak oznaczający początek szlaku (czerwonego) na „górkę A”, wyraźnie informujący w którą stronę się udać oraz, że za cztery godziny będzie się na miejscu. Po godzinie marszu w wyznaczonym kierunku pojawia się kolejny drogowskaz, na którym pisze jak byk, że do „górki A” zostało jeszcze tylko… pięć godzin. WTF?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4347168372513117279?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4347168372513117279/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/08/100801.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4347168372513117279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4347168372513117279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/08/100801.html' title='100801'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4055617900109142346</id><published>2010-07-11T16:35:00.005+02:00</published><updated>2010-07-12T17:22:23.792+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>100711</title><content type='html'>Korzystając z faktu, że mój blog jest o wszystkim i o niczym przedstawiam Wam, drodzy czytelnicy, kolejny wpis o muzyce. Wszystko za sprawą płyty, która od kilku miesięcy nie opuszcza mojego odtwarzacza mp3 i pewnie długo nie opuści. Jest to płyta niezwykła, po pierwsze dlatego, że jest dziełem niejakiego L.U.C’a, czyli tego pana:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b4/L.U.C_002.jpg/200px-L.U.C_002.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 300px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b4/L.U.C_002.jpg/200px-L.U.C_002.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a po drugie dlatego, że jej tytuł to „39/89 - Zrozumieć Polskę”, a okładka mówi sama za siebie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.wpisz24.pl/wp-content/uploads/2009/08/3989_poster1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 380px; height: 300px;" src="http://www.wpisz24.pl/wp-content/uploads/2009/08/3989_poster1.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyta jest w zasadzie słuchowiskiem muzycznym, którego tematem są dzieje Polski począwszy od agresji Niemiec w 1939, a skończywszy na obradach Okrągłego Stołu. L.U.C – Łukasz Rostkowski - jest przede wszystkim raperem, ale także producentem, reżyserem i absolwentem wydziału prawa UWr . Na krążku jednak nie wypowiada ani jednego słowa, jedynymi wokalami są odpowiednio dobrane i zremiksowane wypowiedzi znaczących osób tego okresu: Starzyńskiego, Hitlera, Jana Pawła II, Jaruzelskiego czy Wałęsy. To nieco nietypowe rozwiązanie czyni z „39/89 - Zrozumieć Polskę” nagranie jedyne w swoim rodzaju, obok którego nie można przejść obojętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchowisko rozpoczyna się słowami Józefa Becka: „[…] My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. […]”, które miały decydujący wpływ na rozpoczęcie wojny. Dalej słyszymy już przemówienia Hitlera, którym wtórują maszerujący żołnierze oraz komunikat radiowy o wkroczeniu Niemców na teren Polski. „A więc wojna!” słyszymy przy akompaniamencie ciężkich basów i nerwowych scratchy. Kolejne komunikaty początkowo pełne nadziei („Zwyciężymy, bo nie może zło triumfować na świecie!”) stają się coraz bardziej desperackie, smutniejsze i pocięte zakłóceniami oraz scratchami. Wreszcie Stefan Starzyński mówi o zajęciu Warszawy. Całości wtórują skrzypce, ciężkie, techniczne uderzenia i iście wojenny, smutny klimat. Smutek słychać w odgłosach jadącego pociągu, spokojnej grze na fortepianie, komunikacie radiowym wygłaszanym przez łzy: „Nie zginie Polska…” i wreszcie w biciu serca urwanym przez strzał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okupowana Polska to wiadomości z radia na „gościnnych falach w Algierze”, kilka „radosnych” wieści o zwycięstwach partyzantów, do tego delikatny damski wokal i spokojny rytm, zaburzany przez nerwowe i przejmujące skrzypce. Następnie perkusja staje się cięższa i głośniejsza, skrzypce zastępuje gitara elektryczna i bas. Rozpoczyna się powstanie warszawskie. Całość kończy smutne solo gitarowe i odgłos pożaru w tle, Warszawy już nie ma... „Wojenna” część płyty brzmi jakby nagrali ją panowie z Laibach. Techniczna, pełna skoków w bok, mieszania gatunków i konwencji, a przede wszystkim przesiąknięta emocjami i patriotyzmem, zdecydowanie są to moje ulubione utwory z tego albumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojna się skończyła, zaczyna się socjalizm. Spokojne komunikaty o głosowaniu „3x TAK”, o połączeniu się partii robotniczych i powstaniu PZPR, wiadomości o zdradzie AK, w tle spokojne trąbki i „miejski” rytm. Potem znowu przejmujący dźwięk jadącego pociągu urwany strzałem. Jesteśmy w Katyniu… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbudowa kraju, czyli: „budujemy betonowy, nowy dom” i radosne pieśni „do roboty”. Wiadomości o dobrobycie i szczęściu, agresywne tempo muzyki, scratche i gitary brzmiące jak maszyny przemysłowe. Do tego kilka rymowanek i powtarzane jakby przez robota informacje o postępach budowy. Świetna gra słów i zestawienie informacji radiowych. „Everest hipokryzji”, czyli dojście do władzy Stalina i iluzoryczna przemiana Władzy Ludowej. Kolejne komunikaty to znane już z PRL teksty o dobrobycie, do których idealnie pasują radosne i „mało inteligentne” trąbki oraz wesoła perkusja. „Wspaniałe, fajansowe… latające talerze!” świetnie podsumowuje mit postępu i rozwoju oraz plany na kolejne lata mówiące o kilometrach autostrady i wiszących miastach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawiają się informacje o rozruchach, których przyczyną mają być najpierw „żydowscy nacjonaliści”, a potem studenci i młodzież. Spokojny fortepian, brak perkusji, pamiętna wypowiedź Jana Pawła II, skandowania, kilka zabójstw, rozganianie tłumu i „Janek Wiśniewski” czyli Zbyszek Godlewski widziany oczami milicji i określany jako „ten trup”.  Smutek, żal, przemoc, wreszcie ogłoszenie stanu wojennego i Okrągły Stół. Wypowiedzi Wałęsy: „Idziecie piechotą, a świat samochodami tam jedzie”, „Chcemy być sobą”, powołanie Mazowieckiego na premiera i… Najradośniejszy, najpełniejszy nadziei utwór na płycie - podziękowanie dla Lecha Wałęsy i jego przemówienie zaraz po objęciu urzędu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tej płyty nie da się opisać. Mam jedynie nadzieję, że zwróciłem na nią czyjąś uwagę, bo naprawdę warto się jej przyjrzeć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4055617900109142346?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4055617900109142346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/07/100711.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4055617900109142346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4055617900109142346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/07/100711.html' title='100711'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4233242746203307795</id><published>2010-06-22T15:40:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:50:05.892+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100622</title><content type='html'>Stereotypy dotyczą niemal każdej grupy społecznej, każdego narodu, każdej rasy i każdego zawodu. Jako informatyk na co dzień spotykam się z takimi czy innymi „mitami” dotyczącymi mojej ukochanej profesji. Chciałbym tutaj opisać kilka ciekawszych i jakoś się do nich ustosunkować . Można to nazwać chęcią szerzenia dobrej i światłej nowiny (=)). Zaznaczam na wstępie, że jestem z wykształcenia informatykiem-programistą i nie mam nic wspólnego z szeroko pojętym administrowaniem i pomocą techniczną. Z tego powodu część stereotypów jest nieprawdziwych w stosunku do mnie, ale może być w porządku w stosunku do administratora czy kogoś z „help-deska”, który wcale nie musi mieć wykształcenia informatycznego (i bardzo często nie ma).  &lt;br /&gt;No to jedziemy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Informatyk interesuje się wyłącznie komputerami, grami i nowymi technologiami”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż… prawie wszyscy poznani przeze mnie informatycy wykazują zainteresowania pozazawodowe. Gry nie przesłaniają im rzeczywistości (nie skończyliby studiów), a nowe technologie są traktowane jako ciekawostki. Oczywiście każdy z nich mniej lub bardziej się tymi rzeczami interesuje, ale jest to raczej przymus rozwoju zawodowego. Mam wrażenie, że ten stereotyp ma źródło w myleniu informatyków z „geekami” i nałogowymi graczami, którzy często mają jakąś tam informatyczną wiedzę (robią mody na przykład), ale 90% wolnego czasu spędzają grając w gry sieciowe lub ucząc się 500 komend Linuxa (co w takim wydaniu jest absolutnie zbędne). Zresztą chyba każdy człowiek mający co najmniej średnie wykształcenie ma jakieś konkretne hobby i zainteresowania poza pracą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Informatyk zna się na pakietach biurowych i systemach operacyjnych”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po co? Od znania się na pakietach biurowych jest sekretarka, a od systemu operacyjnego od biedy jest firmowy administrator. Szczególnie nieprzyjemne jest jak ludzie zaczynają pytać o jakiś szczegół działania „Łorda” czy „Łindołsa”, a potem są zaskoczeni, że informatyk nie ma o tym pojęcia. Jeszcze gorzej jest gdy taka osoba dochodzi do twórczego wniosku „co to za informatyk?”… Programista zajmuję się programowaniem, a nie formatowaniem dokumentów, administrator UNIX’a zna UNIX’a, a nie 20 innych systemów operacyjnych itd. Przekonanie o komputerowej wszechwiedzy informatyka ściśle wiąże się z kolejnym stereotypem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Informatyk używa dziwnych wyrazów i nawet w normalnej rozmowie nie da się go zrozumieć”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słownictwo branżowe występuje w każdym zawodzie, ale na informatyka patrzy się dziwnie kiedy ten zacznie go używać. Dzieje się tak dlatego, że przeważnie początkiem rozmowy jest jedno z pytań przytoczonych w poprzednim akapicie. Informatyk jeśli zna odpowiedź zacznie używać formalnych i nieformalnych nazw elementów systemu komputerowego. Wszelkie „paski narzędzi”, „paski stanu”, „panele sterowania” i „drajwery” wylewają się z jego ust. Faktycznie nie da się tego zrozumieć jeśli nie zna się komputera. Problem w tym, że to podstawowe składniki tego co na co dzień widzimy na ekranie i zadając konkretne, często niełatwe pytanie należy się spodziewać konkretnej i precyzyjnej odpowiedzi. A taka niestety zawiera konkretne i precyzyjne słownictwo. Na szczęście jest coraz lepiej i ludzie zaczynają wiedzieć jak się który element ich narzędzia pracy i rozrywki nazywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Informatycy są antypatyczni, nie myją się, chodzą we flanelowych koszulach i nie dbają o siebie”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rozmowie znajomego z jakąś dziewczyną usłyszał on kiedyś: „Jesteś informatykiem? A wyglądasz tak normalnie!”. O ile antypatia jest wrażeniem subiektywnym i może brać się ze znudzenia dziwnymi pytaniami i ciągłego odpowiadania „nie mam pojęcia, to nie moja broszka”, o tyle brak dbałości to czysta bzdura. Znów mamy do czynienia z myleniem informatyka z jedzącym tylko pizzę no-life’m, który nie wychodzi z domu przez 25941 godzin. Tutaj nawet nie chodzi o to, że wszyscy informatycy to przykłady czystości, ale pomyślcie: jak liczący na awans pracownik często niemałej firmy może przychodzić do pracy brudny czy zaniedbany? Śmieszne prawda? Poza tym nasz zawód wymaga ciągłej pracy w zespołach (o liczebności od 2 do 100 i więcej osób) i rynsztokowy smrodek może nadwyrężyć produktywność takiej grupy. Flanelowe koszule to natomiast czysty wymysł amerykańskiej kinematografii. Zresztą jako programiści nazywamy taką koszulę „adminką”, bo właśnie administratorzy są częściej w takowych widywani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Informatycy nie mają przyjaciół poza siecią, a dziewczyny widują tylko na ekranie”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Robimy imprezę, wpadniesz?”, „Będą jakieś laski?”, „Tak całe 320 GB”… Z mojego doświadczenia wygląda to nieco inaczej: „Robimy imprezę”, „Piwo czy wódka”, „Wódka”. Mit znajomości internetowych bierze się z zamierzchłych czasów raczkującego Internetu, IRCa i modemów. Sama obsługa IRCa (czy w ogóle komputera) wymagała często jakiej-takiej znajomości mechanizmów nim rządzących. Każdy kto takie umiejętności posiadał był uznawany za wielkiego informatyka, bo było takich ludzi niewiele. W tamtych czasach ludzie byli zachłyśnięci możliwościami Internetu i przez to powstawało multum grup IRCowych, for i list dyskusyjnych. Poza tym ze względu na małą powszechność Internetu ludzie korzystający z niego mieli często bardzo podobne zainteresowania. Obecnie rzeczywistych przyjaciół nie mają wspomniane wcześniej no-life’y i dziwne stworzenia siedzące 8 godzin dziennie na czacie. Posiadanie rzeczywistych znajomych i przyjaciół czyni z informatyka zwykłego śmiertelnika w sprawach damsko-męskich, a co za tym idzie podlega on normalnym prawom kojarzenia się w pary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;„Kobieta nie może być informatykiem”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie najbardziej szkodliwy stereotyp. Nie dlatego, że tak myśli społeczeństwo, nie dlatego, że przez to kobiety nie studiują informatyki, ale dlatego, że jest on głęboko zakorzeniony w świadomości wielu informatyków. Co gorsza, na studiach kobietom jest zdecydowanie trudniej, bo sporo prowadzących chce im pokazać, że się nie nadają. W mojej prywatnej walce ze stereotypami ten jest numerem jeden, bo właśnie w takim myśleniu kryje się prawdziwa dyskryminacja kobiet i o zmianę tego typu myślenia powinny walczyć feministki. A nie jakieś tam parytety czy inne idiotyczne i szkodliwe pomysły.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4233242746203307795?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4233242746203307795/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/06/100627.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4233242746203307795'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4233242746203307795'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/06/100627.html' title='100622'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1166180760365979566</id><published>2010-05-22T22:13:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:50:26.777+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100522</title><content type='html'>W moim dość krótkim życiu natknąłem się na wiele subkultur. W czasach mojej podstawówki królowali blokersi i „skejci”, w liceum było już zdecydowanie więcej metali i punków, na studiach – wszystkiego po trochu. Spotykałem dresów, metroseksualistów, debili, blachary, słodkie idiotki, pokemony, Emo, dzieci neo… Słowem najróżniejsze mniej lub bardziej sensowne światopoglądy (lub ich brak), ich pochodne oraz mieszanki. Moimi „ulubieńcami” są jednak od dawien dawna skini i to o nich będzie w dzisiejszym paśmie autolansu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasi kochani narodowcy pojawiają się w dwóch formach – jawnej i ukrytej. Forma ukryta to najczęściej zwykli krzykacze z kilkoma sensownie udzielającymi się na forum publicznym wyjątkami (tych ostatnich szanuję jak każdego, kto ceni dialog). Forma jawna to moim zdaniem dość poważny problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Zacznijmy od ideałów. Jak wiadomo są to: Bóg, honor i ojczyzna. Godna uznania jest gotowość do obrony ojczyzny i poświęcenie dla niej. Walka z falami obcokrajowców, głównie z krajów arabskich, którzy niestety coraz bardziej dokuczają wielu państwom europejskim wydaje się uzasadniona. Szkoda, że jedyną formą tej walki jaką udaje mi się zaobserwować to częstowanie glanem każdego, kto ma ciemniejszą karnację. Praktycznie brak sensownych propozycji zmiany prawa, brak „normalnych” akcji przedstawiających narodowo-socjalistyczny punkt widzenia, brak jakiejkolwiek kreatywnej działalności. Jedyne co widać to przepełnione agresją manifestacje, plucie jadem w artykułach, wychwalanie nazizmu (co jest notabene niezgodne z prawem). Rozumiem obawy związane z obcokrajowcami i chęć poradzenia sobie z problemem, ale dlaczego nie jest to poparte poważnymi działaniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompletnie natomiast nie rozumiem dlaczego praktycznie cała symbolika została zapożyczona od faszystowskich Niemiec lub nordyckich run. Dlaczego nasz rodzimy nacjonalizm tak naprawdę odwołuje się wprost do ideologii, które chciały zniszczyć naszą państwowość? Dlaczego symbolami są swastyki,  „88” (hh – heil Hitler, swoją drogą pomysł zmiany liter na cyfry pochodzi z żydowskiej kabały), „14” (14 słów), triskelion, runa odal czy krzyż celtycki. Wiem, że świąszczyca czy falanga to polskie symbole, ale mimo wszystko skąd umiłowanie rasy aryjskiej skoro jesteśmy Słowianami? Tłumaczenie jest przeważnie tak samo głupie jak symbolika – bo kiedyś te symbole miały inne znaczenie, bo oni tępili Żydów i dobrze robili, bo oni uznawali czystość rasy i wyższość białych nad kolorowymi. Tylko dlaczego prawdziwi polscy patrioci zostali wymordowani przez nich? Dlaczego mamy na terenie naszego kraju obozy zbudowane w celu mordowania polaków? Wychwalamy polskość i jednocześnie utożsamiamy się z ludźmi, którzy wielbili niemieckość. Bardzo sensowne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Symbolika to jednak drobiazg. Największym moim zdaniem problemem naszych ruchów narodowo socjalistycznych jest ich zastraszenie. Wszędzie widać wrogów, wszędzie czai się zagrożenie, wszyscy są przeciwko Polsce (takie zastraszanie narodu pojawiło się też niedawno w „normalnej” polityce). Rząd to komuniści albo co gorsza Żydzi, cały kapitał jest w rękach obcokrajowców (i Żydów), wszystkim steruje po cichu Ameryka, a jak mamy gdzieś wolną rękę to jesteśmy sterowani przez Rosję (bo rząd to komuniści) albo przez Żydów (bo tak), a panoszące się wszędzie pedalstwo prowadzi do zwyrodnienia społeczeństwa. Muszę przyznać, że gdybym w to wierzył siedziałbym w domu i nic nie robił, bo nie miałoby to żadnego sensu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesujące jest to, że mimo to skin wychodzi na ulicę i pokazuje jaki jest silny. Staje dumnie w obronie polskości przed tym wszystkim. Niestety oznacza to, że broni polskości przed każdym. Dlaczego kiedy idę ulicą i widzę skina odruchowo przechodzę na drugą stronę? Przecież jestem polakiem, uczciwie zarabiam na życie, płacę podatki i staram się dobrze świadczyć o Polsce. Mimo to wiem, że bez powodu mogę stracić kilka zębów, bo zostanę uznany za jednego z wrogów. Jedynymi prawdziwymi Polakami według narodowców są inni narodowcy. Nie ma miejsca na różnice poglądów i jakiekolwiek myślenie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potępiam w żaden sposób konserwatyzmu i poglądów nieco zmierzających w stronę nacjonalizmu. Jednak czytając portal nacjonalista.pl, słuchając zespołu Honor czy Konkwista 88, widząc promujące faszyzm manifestacje („prawie” zgodne z prawem - manifestowanie w liczbie poniżej 15 osób), ciągłe obrażanie ludzi i pomiatanie nimi dochodzę do wniosku, ze jeśli tak ma wyglądać prawdziwy patriotyzm to ja się wypisuję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisałem tutaj ruchy radykalne więc nie dziwne, że zalazłem tyle negatywnych stron. Problem polega na tym, że innych ruchów narodowościowych niż radykalne nie zauważyłem. Mam nadzieję, że jestem ślepy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1166180760365979566?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1166180760365979566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/05/100522.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1166180760365979566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1166180760365979566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/05/100522.html' title='100522'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4886788978362415957</id><published>2010-05-12T15:04:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:50:44.565+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>100512</title><content type='html'>„Sport - ćwiczenia i gry mające na celu rozwijanie sprawności fizycznej i dążenie we  współzawodnictwie do uzyskania jak najlepszych wyników” (za SJP). Taka definicja sportu jest niestety krzywdząca dla niektórych dyscyplin takich jak brydż sportowy czy szachy. Dlatego Encyklopedia PWN podaje inną: „Sport - z założenia pokojowe współzawodnictwo, którego istotę stanowi indywidualna bądź zespołowa rywalizacja (wg określonych reguł) prowadzona zgodnie z zasadami fair play oraz dążenie do osiągania jak najlepszych wyników, podejmowane także m.in. w celu rekreacji i doskonalenia własnych cech fizycznych; wyraża się przez ćwiczenia i gry uprawiane wg określonych zasad; sprzyja zachowaniu zdrowia oraz rozwija cechy osobowości, m.in.: wytrwałość, silną wolę, zdyscyplinowanie, poczucie solidarności i koleżeństwa.” Zgodnie z tą definicją wszyscy zawodowi brydżyści, szkaciorze, scrabbliści i szachiści mogą i wg polskiej mentalności są uważani za sportowców. Dlaczego nie jest tak z grami komputerowymi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;e-Sport rozpoczął się od gier Doom i Doom II, kiedy zorganizowano pierwsze turnieje. Profesjonalne ligi rozpoczęły się wraz z pojawieniem się Quake. Nagrodą w pierwszym turnieju było nowiutkie czerwone Ferrari. Dziś, 17 lat po premierze Doom, na świecie istnieje setki klanów, lig i turniejów, a gry takie jak Counter-Strike, Modern Warfare, Starcraft czy Warcraft III są wyznacznikami standardów e-sportu. Zawodnicy trenują kilka godzin dziennie rozwijając intelekt, zdolność szybkiego myślenia, współdziałanie w drużynie i koordynację oko-ręka. Mimo to świat zachodu (na wschodzie jest zupełnie inaczej…) nie akceptuje takiego spędzania wolnego czasu jako aktywność sportową, a zawodowi gracze są niejednokrotnie wyśmiewani i szykanowani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podstawowym argumentem jest wyświechtana fraza „gra w zabijanie nie może być sportem”. Oczywiście więcej przemocy jest w boksie czy krav maga i jest ona bardziej bezpośrednia, ale chyba nie w tym problem. Moim zdaniem osoby posługujące się tą frazą mylą gracza z psychopatą. Gracz doskonale wie, że siedzi przed komputerem i widzi trójkąty dokładnie tak samo jak karciarz widzi karty. Psychopata widzi w ekranie inny świat, do którego ucieka i który przesłania mu rzeczywistość, a „strzelanie do ludzi” sprawia mu chorą przyjemność. Różnica jest chyba oczywista – trudno porównać zawodowego pokerzystę z osobą uzależnioną od hazardu. Zresztą dla zawodowego (ligowego) gracza trening to trening, a nie ucieczka od rzeczywistości. Czy ktoś ma pretensje do Kasparowa, że przez całe życie praktycznie nic innego nie robi tylko gra w szachy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej denerwujące jest traktowanie e-sportowców jak dziwaków marnujących życie. Ostatnio widziałem wywiad z jednym z najlepszych graczy w Counter-Strike na świecie - naszym rodakiem Filipem 'Neo' Kubskim. Prowadzący pytał go czy nie uważa, że traci czas, co ma zamiar robić później skoro teraz tylko gra, czy myśli, że zmarnował sobie życie, jak się układają jego relacje z rodziną… Słowem – zamiast zwykłych pytań do sportowca o samą grę i o to jak doszedł do bycia mistrzem, redaktor szyderczym tonem sugerował, że jego rozmówca jest niepoważny. Ciekawe czy w wywiadzie z Adamem Małyszem tak samo by się zachowywał. Dodam, że porównanie do Małysza nie jest chybione – ‘Neo’ był członkiem najlepszego na świecie w latach 2004 – 2008 klanu Pentagram (PGS – nazwa się zmieniała). Dlaczego praktycznie nikt nie traktuje tego poważnie?  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że widok dziecka grającego wiele godzin w jakąś grę i nie robiące niczego innego może martwić rodziców. Nie mam zamiaru negować faktu, że gry uzależniają i potrafią zniszczyć życie. Wydaje mi się jednak, że ktoś, kto chce osiągnąć jakiś sukces i ma do tego predyspozycje wymyka się z tego schematu. Wymaga to jednak zrozumienia i podjęcia ważnej decyzji – trenować profesjonalnie czy nie. Wywiad z rodziną Neo pokazuje, że nie jest to „no-life”, którego nie znają nawet jego rodzice.  Niestety media pokazują praktycznie tylko negatywne aspekty gier komputerowych, a rodzicom wygodnie przyjąć, że to gry szkodzą, a nie ich brak czasu i zaniedbanie. W efekcie e-sport jest marginesem nie wspieranym praktycznie przez nikogo, a min. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii jest wręcz tępiony. A szkoda…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4886788978362415957?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4886788978362415957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/05/100512.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4886788978362415957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4886788978362415957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/05/100512.html' title='100512'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5011260433050491690</id><published>2010-04-27T15:48:00.001+02:00</published><updated>2010-10-27T13:51:07.328+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100427</title><content type='html'>Czas żałoby się skończył i powoli wracamy do naszej kochanej polskiej codzienności pełnej nienawiści, ignorancji i braku szacunku do innych. Przemilczę to co się działo w związku z pewnym pogrzebem. Przemilczę setki ludzi fotografujące telefonami komórkowymi kondukty żałobne i cudze trumny. Zmilczę nawet kazanie pewnego księdza żałującego, że nie zginął kto inny (równie niewinny). To są rzeczy dziejące się od święta i są tylko zewnętrznym dowodem naszej narodowej głupoty. Bardziej istotne wydaje mi się to, co dzieje się na co dzień, a w czasie żałoby osiągnęło lokalne ekstremum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Punktem spełniającym ekstremum była emisja dwugodzinnego programu „Solidarni 2010” na kanale TVP 1. Autorem był Jan Pospieszalski, treścią – wspólnota Polaków zjednoczonych w żałobie. Zadawałoby się, że to może piękny program, ale co robili prezentowani Polacy? Wrzeszczeli, że prezydent został zamordowany, że to był zamach, że Rosja jest wszystkiemu winna, że wiadome media kłamią i są częścią rządzącej medialno-korporacyjnej ekipy rządzącej, która pragnie zguby dla Polski. Podsumowując: stare polskie „moja prawda jest prawdziwsza niż twoja”. W programie nie pada ani jedno słowo komentarza. Można odnieść wrażenie, że prezentowane głosy to faktycznie zdanie całego narodu, a przecież zdecydowanie tak nie jest (o czym świadczy choćby poparcie dla aktualnej ekipy rządzącej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Program zamiast prezentować jedność w żałobie zaprezentował naszą fobię narodową związaną z manipulacją w mediach i okłamywaniem ludu przez ekipę rządzącą. Zgadzam się, że media mają zdolność manipulacyjną, zgadzam się, że aż się prosi, żeby to wykorzystać, ale obroną przed tym nie jest uleganie manipulacji innych mediów szczepiących w ludziach strach i poczucie zagrożenia. Nie można krytykować konkretnych gazet czy kanałów, gloryfikując inne tylko dlatego, że „otwarcie” piszą o „wielkim spisku”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie mamy głęboko zakorzenioną niewiarę i podważanie wszystkich informacji. Dowodem popularności teorii spiskowych jest sukces fikcji literackich takich jak „Kod Da Vinci”, które wcale nie tak rzadko są traktowane jak prawdy objawione. Podobnie jest w mediach – ludzie łykają wszelkie historyjki podważające autentyczność informacji nie zauważając, że właśnie ulegają manipulacji. Na dodatek są święcie przekonani, że walczą w ten sposób o prawdę i rzetelność mediów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne do czego prowadzi takie myślenie to wojna na propagandę i doniosłe hasła, a ta prowadzi bezpośrednio do sytuacji Afganistanu czy Iranu sprzed kilkunastu lat – jedni manipulatorzy byli (i często są) zastępowani przez innych. Osobiście chciałbym poznać sposób zaszczepienia w ludziach krytycznego myślenia, które weryfikuje informacje, a nie wierzy na słowo jednym czy drugim sloganom i półprawdom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5011260433050491690?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5011260433050491690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100427.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5011260433050491690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5011260433050491690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100427.html' title='100427'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8118021863413466359</id><published>2010-04-12T14:57:00.011+02:00</published><updated>2010-10-27T13:51:34.822+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100412</title><content type='html'>&lt;table&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Malzonka Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Ostatni prezydent RP na uchodzstwie&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Wicemarszalek Sejmu&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Wicemarszalek Senatu&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Wicemarszalek Sejmu&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Szef Kancelarii Prezydenta&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Szef Biura Bezpieczenstwa Narodowego&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Podsekretarz stanu w MON&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Szef Stowarzyszenia Wspólnota Polska&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dyr. protokolu dyplomatycznego MSZ&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Szef sztabu generalnego WP&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Podsekretarz stanu w resorcie spraw zagranicznych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamieci Walk i Meczenstwa&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Rzecznik Praw Obywatelskich&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Prezes NBP&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Prezes IPN&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kierownik Urzedu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Posel/senator&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Ordynariusz polowy WP&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Prawoslawny ordynariusz WP&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan ewangelickiego duszpasterstwa polowego&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan ordynariatu polowego WP&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kapelan prezydenta&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kaplan&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Sil Operacyjnych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Sil Powietrznych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Sil Ladowych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Sil Specjalnych&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Marynarki Wojennej&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Dowódca Garnizonu Warszawa&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Przedstawiciel Rodzin Katynskich i innych stowarzyszen&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca,"legenda Solidarnosci"&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Osoba towarzyszaca&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Funkcjonariusz BOR&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Kapitan samolotu&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td&gt;Czlonek zalogi, "kolezanka" ze studiów&lt;/td&gt;&lt;td&gt;†10.04.10&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;96&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8118021863413466359?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8118021863413466359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100412.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8118021863413466359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8118021863413466359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100412.html' title='100412'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1355011012690187008</id><published>2010-04-03T15:51:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:51:49.696+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100403</title><content type='html'>Wczoraj była rocznica śmierci Jana Pawła II. W tym roku szczęśliwie w tym dniu wypadł Wielki Piątek. Dlaczego szczęśliwie – ano przecież męczeńska śmierć Chrystusa i śmierć „naszego papieża” to bardzo bliskie wydarzenia. Przynajmniej tak twierdzą media, które co i rusz emitowały specjalne programy poświęcone Karolowi Wojtyle, dokumenty na jego temat, a nawet zamiast tradycyjnej już „Pasji Mela Gibsona” dostaliśmy film „Karol. Papież który pozostał człowiekiem”. Słowem – gdzie się człowiek nie obejrzał widział papieża. Bałem się otwierać lodówkę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie tylko, czy takie rozdmuchane nieco obchody śmierci tego człowieka są rzeczywistym uczczeniem jego życia i pamiątką śmierci? To, że był to człowiek wyjątkowy nie ulega wątpliwości – tylko czy ktoś o tym rzeczywiście pamięta? W dniu śmierci widziałem w telewizji (zawsze rzetelnej i prawdomównej) płaczących ludzi mówiących, że umarli razem z nim, że to koniec pewnej epoki, że to cios dla każdego wierzącego i tak dalej… Słowem – każdy chciał się stać tak święty jak Wojtyła. Dowiedziałem się też , że nie jestem z „pokolenia Czarnobyla” tylko z „pokolenia Jana Pawła II”, co mnie bardzo zdziwiło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat rzeczywiście się zmienił po śmierci papieża. Jeśli się jednak tym zmianom przyjrzeć okazuje się, że z Wojtyły zostały praktycznie tylko obrazki z fajnym dziadkiem w śmiesznej czapeczce. Nowy papież, Benedykt XVI, sprawił, że Kościół powrócił do hermetycznego zamknięcia i braku serdeczności. Zbudowane przez Jana Pawła mosty między katolikami, a muzułmanami czy żydami zostały pozamykane (dobrze, że nie spalone), pojednanie różnych wyznań chrześcijańskich jest jeszcze dalej niż było, a nawet ekskomunika biskupów lefebrystów została cofnięta. To wszystko w połączeniu z uwielbieniem dla Mszy Trydenckiej i starych zwyczajów (łącznie ze strojami) oddala Kościół od zwykłych śmiertelników. Dobrze, że nowy papież nie każe się nosić w lektyce i nie nosi tiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ratzinger nie jest może aż taki zły, ale tak czy siak jest gdzieś daleko w Watykanie i tak naprawdę z życiem katolików nie ma wiele wspólnego (nie mówiąc już o życiu niewierzących). No właśnie – Jan Paweł II miał przecież z nami, Polakami, bardzo wiele wspólnego. Tak przynajmniej wielu ludzi twierdzi. Czy przekłada się to na konkretne czyny? Czy ktoś w ogóle zajrzał do encyklik papieskich, czy innych jego utworów? Prawdopodobnie jeśli nie robił tego wcześniej, nie zrobił tego i po śmierci papieża. Sam przyznam szczerze, że przeczytałem całe 2 utwory Wojtyły i to tylko dlatego, że gdzieś, kiedyś mi się tytuł obił o uszy. Nasze podejście do śmierci papieża idealnie podsumowuje fakt, że dzień po jego odejściu niektórzy ludzie byli tak pogrążeni w żałobie, że nie mogli pracować. Bardzo to było wygodne i bardzo pasowało do wychwalanej przez ciężkiej pracy i obowiązkowości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tych powodów wydaje mi się, że śmierć papieża jest obchodzona trochę na pokaz. Był to niewątpliwie wspaniały i święty człowiek, ale wydaje się, że dla nas najważniejsze jest to, że był Polakiem. Owszem – musimy pamiętać o Wojtyle, ale poprzez pamięć o jego naukach i przesłaniu, a nie wielkie obchody w telewizji czy na ulicach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zupełnie jak ze wspomnianym wcześniej Chrystusem…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1355011012690187008?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1355011012690187008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100403.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1355011012690187008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1355011012690187008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/04/100403.html' title='100403'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5854711094194109736</id><published>2010-03-23T00:26:00.002+01:00</published><updated>2010-10-27T13:59:52.341+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100323</title><content type='html'>Ostatni wpis był bardzo subiektywną oceną albumu, który większość czytających wyłączy po 20 sekundach drugiej piosenki. Tym razem coś bardziej uniwersalnego. Opiszę historię człowieka, który nauczył mnie i pewno wielu innych programować. Nie podam jego personaliów, a tych którzy wiedzą o kogo chodzi proszę o pozostawienie tego opisu dla siebie. Nie jest moim celem pisanie czyjejś biografii nie informując go o tym, a wyciągnięcie z czyichś doświadczeń jakiegoś morału. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to zaczynamy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z panem K spotkałem się na wykładzie dotyczącym programowania. Konkretniej – uczyliśmy się jak skorzystać z pewnej biblioteki. Człowiek – niewysoki, chudy, w okularach – wydał mi się bardzo sympatyczny. Jego wykład, a właściwie zbiór slajdów z wypisanymi przydatnymi elementami biblioteki, które szczegółowo opisywał, był płynny i pełen humoru. O dziwo nie był to ani wykład typu: „Patrzcie ile ja umiem”, ani typu „I tak nic nie zrozumiecie”, ani nawet „Więcej jaj niż treści”. Facet autentycznie coś umiał i chciał coś przekazać. A co ważniejsze – robił to doskonale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Laboratoria zaczęły się jak wszystkie na tym wydziale. Jedyną różnicą było to, że nikt nie podał nam zadania. Pojawiało się ono na stronie o odpowiedniej godzinie. Pełna automatyzacja, pełen profesjonalizm. Miało to swoje zalety – mieliśmy dokładnie 90 minut na zadanie, jak i swoje wady – mieliśmy dokładnie 90 minut na zadanie. Oczywiście odpowiedni skrypt przyjmował tylko rozwiązania wysłane przed upływem zadanego czasu. Nie były to proste laboratoria, ale wszyscy prowadzący służyli pomocą i nie chcieli nikogo na siłę wyeliminować.  Drugi semestr był już nieco prostszy, ale i tak było co robić. Po roku zajęć (2 przedmioty) kilku z nas, w tym ja, znalazło bez problemu pracę i dobrze sobie w niej radziło&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Profesjonalizmu pana K ostatecznie dowiodła wizyta komisji akredytacyjnej na wydziale. Komisja miała na celu ocenić na jakim poziomie prowadzone są zajęcia. Przyszli do pana K na laboratoria i zastali go siedzącego na krześle z rękoma założonymi za głową, patrzącego na studentów wyczekujących pojawienia się kolejnego zadania. Zapytali go co prowadzi i jeszcze o parę szczegółów, a następnie zwrócili uwagę, że już czas zaczynać zajęcia. On popatrzył na studentów, rozwiązujących zawzięcie zadania, które chwilę temu pojawiły się na jego stronie i spokojnie odpowiedział „przecież się właśnie zaczęły”. Komisja sprawdziła co robią studenci, podziękowała mu  i wyszła. To były jedyne sprawdzone laboratoria – byli pod takim wrażeniem, że nie musieli niczego innego kontrolować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan K był doktorantem, asystentem. Miał 7 lat na napisanie doktoratu, prowadząc w tym czasie zajęcia. Człowiek jest niesamowicie pracowity i sumienny, ale jego promotor niestety nie.  Doktorat nie został ukończony na czas, a pan K stracił uprawnienia asystenta (min. do prowadzenia zajęć). Dziekan, pod wpływem petycji studentów i własnych odczuć względem pana K od razu zatrudnił go jako pracownika dydaktycznego, ale była to już tylko umowa zlecenia. Po kolejnych 3 latach, podczas których doktorat nie został zamknięty pan K zniechęcił się na tyle, że nie podpisał kolejnej umowy z uczelnią i po 10 latach pracy opuścił wydział…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miał być morał i będzie. Można się starać nie wiadomo jak mocno i niczego nie osiągnąć z winy osób trzecich, które „starają się mniej”. Pesymistyczny morał, ale prawdziwy. Wniosek jest prosty – nie starać się tak bardzo. Jedyny problem jest taki, że przez nasz brak starania, brak pracy, olewactwo, lenistwo i tumiwisizm takim ludzion jak pan K „świat bezczelnie rozkwasi nos”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5854711094194109736?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5854711094194109736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100323.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5854711094194109736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5854711094194109736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100323.html' title='100323'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-7538011814336409964</id><published>2010-03-09T01:24:00.002+01:00</published><updated>2010-10-27T13:59:38.060+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>100309</title><content type='html'>Miało być o czymś zupełnie innym, ale tak wyszło, że będzie o muzyce. Urzekł mnie bowiem album jednoosobowego projektu muzycznego Burzum o tytule „Belus”. Uczciwie ostrzegam, że jest to w zasadzie black metal. Uczciwie też dodam, że to rodzaj black metalu mający wiele wspólnego z ambientem – jest oparty na atmosferze i kilku prostych dźwiękach. Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę faktów o człowieku, który to stworzył. Varg Vikernes to jedna z najbardziej kontrowersyjnych  postaci w historii black metalu. Został skazany na 21 lat więzienia za zabicie człowieka (Euronymusa – kumpla z zespołu Mayhem) oraz za spalenie trzech kościołów. Poza tym jest rasistą i ma matkę aktywnie działającą w bojówkach nazistowskich w Norwegii. On sam po 16 latach spędzonych w więzieniu twierdzi, że jest kim innym. Dalej jest rasistą itp. ale przynajmniej wyzbył się nienawiści do wszystkiego i wszystkich. Przynajmniej takie wrażenie mam po wysłuchaniu jego najnowszego albumu, porównując go do wszystkich poprzednich dokonań muzycznych tego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Belus, bo taki jest tytuł albumu, to norweski bóg światła i piękna, nazywany też Baldurem (tak, tym Baldurem), Baldrem, Belanusem czy…. Apollo, ale to w innej kulturze. Ów Baldur jako uosobienie piękna i światła nie miał lekkiego życia. W zasadzie może i miał lekkie życie, ale krótkie. W krainie bogów, Asgardzie, wszyscy go kochali, ale wciąż nękały go sny o śmierci. Zaniepokojona matka, Frigg, chcąc temu zapobiec nakazała wszystkiemu co istnieje przysiąc, że nie skrzywdzi Baldura. Przeoczyła jednak jemiołę. Podstępny Loki wykorzystał to i gdy Bladur udowadniał swoją nieśmiertelność podrzucił jego bratu, Hodurowi, oszczep wykonany z jemioły. Biedny Hodur zabił Baldura, za co z resztą został stracony. Co ciekawe po Ragnaroku Baldur i Hodur mają rządzić światem, który w przeciwieństwie do naszego będzie przepełniony dobrem i pięknem. Co jeszcze ciekawsze Wikipedia na hasło Belus odpowiada:  Ba’al (Min. Biblia), Marduk (Babilon), Belus (Egipt), Belus (Asyria), Belanus (Anglia, Celtowie). Słowem – Apollo miał wiele wcieleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy jednak do rzeczy, czyli do muzyki. Pierwszy utwór, będący wstępem do płyty zwie się Leukes Rankespill (knowania Lokiego). Jest to jeden powtarzający się dźwięk przypominający uderzania jakiejś piłeczki czy szklanego przedmiotu o stół. Dokładnie tak, jakby ktoś myślał intensywnie i nieświadomie bawił się jakimś przedmiotem. Atmosfera zostaje podtrzymana, ale utwór „Belus’ Doed” (śmierć Baldura) już wprowadza gitarę i szczątkową perkusję. Jest to przeróbka utworu o prawie tym samym tytule z płyty „Daudi Balrds” (lub „Baldrs Doed”), którą Vikernes nagrał w więzieniu (jest to ambient grany tylko na syntezatorze, bez wokalu – bardzo fajna płyta). Wokal brzmi jakby pochodził z sąsiedniego pomieszczenia, gitara jest monotonna, perkusja szczątkowa. Całość tworzy coś niesamowicie klimatycznego i wspaniałego w swej prostocie. Nigdy nie myślałem, że język norweski nadaje się do jakiejkolwiek formy sztuki. Na szczęście nie jest aż tak strasznie nudno jakby się mogło wydawać. Motywy muzyczne się powtarzają, ale razem z wokalem, recytowanymi tekstami i dobijająco monotonną perkusją sprawiają, że można poczuć tragizm śmierci Baldura. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci utwór, „Glemselens Elv” (rzeka zapomnienia, Leta z greckiej mitologii) to już podróż Baldura do zaświatów. Pojawia się gitara basowa, ale monotonia, spokój i rozżalenie pozostają. W tym utworze gitara i perkusja pokazują co potrafią (oczywiście w sensie tego typu muzyki), a śpiewane cicho i smutno wersy „Powrócę. Wrócę do domu. Gdy duchy zimy będą słabe, powrócę do domu” sprawiają, że czujemy to co Baldur udający się do krainy umarłych… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie ostro wchodzi kolejny utwór "Kaimadalthas' nedstigning" (zejście do Hel – piekła). Gitara jest połamana i przerażająca. Jej rytm prawie nie zgadza się z rytmem perkusji. Wokal jest wręcz nieprzyjemny i stłamszony. Co chwila jesteśmy bombardowani spokojnie recytowanym tekstem „Schodzę w głąb ciemności, gdzie wszystko jest martwe”. To chyba mój ulubiony utwór, a jednocześnie najbardziej wymowny ze wszystkich. Pewność i spokój z jakimi wypowiadany jest ww. tekst są wręcz niepokojące. W połowie utworu gitara zupełnie się zmienia, a jej nowe brzmienie uświadamia nam, że jesteśmy już na miejscu i żaden bunt tego nie zmieni…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba, że nadejdzie Ragnarok – utwór Sverddans (taniec mieczy), to najcięższy i najbardziej agresywny kawałek na tej płycie. Walka trwa chociaż wynik jest z góry ustalony. Szybko lądujemy w „Keliohesten” (ucieczka z Hel?) gdzie wyraźnie czuć tempo i chęć przetrwania jaką musi czuć ktoś, kto wraca z piekła. W utworze czuć też nienawiść i złość, co wydaje się logicznym następstwem czasu spędzonego w piekle. Przedostatni utwór „Morgenroede” (Świt) to już koniec Ragnaroku. Z muzyki płynie spokój połączony z walką i trudem. Słońce znowu wstało i już mamy lato. Nie wiem jak udało się to osiągnąć za pomocą samej gitary, ale autentycznie czuje się krajobraz po bitwie i monotonię nowego dnia – co by się nie działo, nowy dzień i tak nastąpi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim utworem jest „Belus’ Tilbakekomst” (powrót Baldura), który jest w zasadzie jednym motywem powtarzanym przez dziewięć minut. Baldur powrócił, ale czy jego nowy świat będzie taki doskonały? Tło muzyczne jest bardzo spokojne i błogie, ale pierwszy plan to czysty niepokój. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewiadomo jak wygląda świat według wizji istoty doskonałej…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-7538011814336409964?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/7538011814336409964/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100309.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/7538011814336409964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/7538011814336409964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100309.html' title='100309'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8891901958998074962</id><published>2010-03-02T14:25:00.005+01:00</published><updated>2010-10-27T14:00:36.307+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>100302</title><content type='html'>Ponieważ były ferie, a ja podczas ferii mam również przerwę intelektualną nie zrodził się w mej głowie żaden sensowny pomysł na wpis... Wychodzę z założenia, że jak mam pisać o dupie Maryni to lepiej nie pisać w ogóle więc wpadłem na ciekawy pomysł. Oto lista konkursów (nie wszystkich, ale prawie) na konwencie Kamikaze III, którą wygrzebałem przez przypadek w odchłani mojego dysku. Łezka mi się w oku zakręciła, a i pośmiałem się troszkę =D. Enjoy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rysunkowy – „Kochanie czas na Colgate!” „Ale mamo ja jeszcze rysuję” „Porysujemy razem?” „Po moim trupie! To moje kredki!”. Jeśli codziennie przeprowadzasz takie rozmowy, to ten konkurs jest dla Ciebie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fashion – Wkurzały Cię stroje czarodziejek? Uważasz, że lepiej by im było w obcisłych skórzanych kurtkach? Zabawa laleczkami KISS, albo laleczkami voodoo na żywo – zapraszamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karaoke – Tru Black death grindcore horror theatric power speed wycieraczka trash nu metalowe wersje znanych nam dobrze utworów ze Złotopolskich oraz Klanu. No chyba, że wolicie satanistyczne czeskie techno z domieszką hip-hopu z lat 30 XVIIw…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kalambury – Czy jeśli on się pochyla i ma pozycję jak na urządzeniu użyteczności publicznej połączonym z kanalizacją, a potem jakoś śmiesznie się wyprostowuje i wszyscy się cieszą to znaczy, że pokazuje jakieś hentai? Nie! On pokazywał Adama Małysza…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cosplay i scenki – …i znowu ci cali przebierańcy… Jacyś kreatywni tym razem – niebieskie garniturki… jakieś fajne modele broni, o! nawet chcą ze mną pogadać… Zaraz zaraz! Ja na tym chodniku to przez przypadek! Ja myślałem, że to scenka miała być! Ja przepraszam! Ja nie chcę na posterunek!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamikaze – No to panowie z bojowym okrzykiem starożytnych pilotów kamikaze „Zwieraaaaaaaaaacz!!!!!!!!!!!” startujemy i lecimy… do monopolowego na pi… sok jabłkowy z pianką…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamikaze rekrutacja – Pozostaną tylko najsilniejsi z najsilniejszy i najcelniejsi z celnych. Przeżyją tylko ci, którzy będą wytrwali jak zużyte kowadło… albo ci którzy uciekną odpowiednio wcześnie, bo z samolotu nie da się katapultować – zaspawany&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyżówka – Tym razem bezbłędnie przygotowana przez nasz sztab czołowych szaradzistów i speców od utrudniania życia innym. Jeśli spodziewasz się pytania o nazwę miecz tego kolesia, którego zabił Mitsurugi na początku Kenshina to dobrze się spodziewasz =D.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polityka – Liga Prostytutek Radzieckich, Sojusz Lewych Durniów, Powaleni Obywatele, Samogwałt, Unia Wariatów i inni zapraszają do sowich szeregów… Czy jesteś gotów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konsolowy – zadanie polega na wyciągnięciu wtyczki od konsoli, wzięciu tejże do rąk a następnie na cichym skradaniu się między orgami i ucieczce przez pilnowane przez ochroniarzy drzwi… Jak się nie uda – spróbuj za rok&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GO – Znasz GO? Lubisz GO? Chcesz GO mieć? A zabrałeś GO ze sobą? Nie! To czeGO Ty tu chcesz? I tak GO nie dostaniesz? Ani nagieGO ani GOłego ani nawet ubraneGO. Po prostu GO tu nie ma…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8891901958998074962?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8891901958998074962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100302.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8891901958998074962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8891901958998074962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/03/100302.html' title='100302'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-3977340177390296472</id><published>2010-02-14T15:37:00.004+01:00</published><updated>2010-10-27T13:58:59.818+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>100214</title><content type='html'>Film Avatar był niesamowicie efektowny i bardzo przyjemnie się go oglądało, ale z realizmem miał niewiele wspólnego. Latające góry magnetyczne, wodospady niewiadomo skąd, olbrzymia dżungla w systemie Alpha Centauri… Oczywiście nie o to w tym chodziło i nie mam zamiaru wypisywać idiotyzmów w stylu „wadą filmu był brak realizmu”. W końcu to science-fiction i to z naciskiem na „ficiton”. Przypatrzmy się jednak samym Na’vi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasze smerfy wyglądają prawie jak ludzie mimo, że żyją na planecie gdzie wszystko ma cztery oczy i sześć odnóży. Osobna gałąź ewolucji? Ludzcy przodkowie? Nie. Człowiek oglądający film nie byłby w stanie utożsamiać się i rozumieć gestów czy mimiki czegoś co z ludzką formą nie ma nic wspólnego. Innymi słowy – gdyby Na’vi byli bardziej obcy straciliby sympatię i zrozumienie widzów. Takie mamy obwarowania genetyczne. Wyjaśnienie dość pokrętne, bo film byłby moim zdaniem ciekawszy z bardziej odjechanymi obcymi, ale może właśnie w tym tkwi jego sekret, że smerfetka dwa razy mrugnie, a widz zapomina, że jest niebieska i ma hodowlę robaków w warkoczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eliminujemy więc z naszych rozważań filmy gdzie obcy mają przypominać ludzi, aby odbiorca mógł się z nimi utożsamiać. Odpadają wszelkie „Kokon’y”, „ET” (wbrew pozorm całkiem humanoidalny), „Macochy kosmitki” itp. Dziwne natomiast jest, że w pozostałych gatunkach S-F kosmici czy koegzystujący z ludźmi czy chcący nas wybić, także wyglądają jak ludzie. Szare ludziki z „Archiwum X”, wszystkie inteligentne stworzenia z „Gwiezdnych wojen” i „Star Treka”, dzikie hordy z „Dnia niepodległości”, nawet „Predator” wygląda jak człowiek (przystojniejszy od wielu ludzi z Ziemi). A w grach? „Mass Effect”, seria X-Com, Quake II, „Starcraft” (poza Zerg, o których w następnym akapicie)… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sytuację ratują trochę „Obcy”, „Żołnierze kosmosu”, „Ewolucja” czy „Coś”. Tam kosmici to mniej lub bardziej zwierzęta, które jakimś cudem dostają się na Ziemię. Najczęściej dzieje się tak przez jakiś meteoryt, czy inne dziwadła. Humanoidalni ci kosmici nie są, ale szczytem ich osiągnięć cywilizacyjnych jest mrowisko. Nieco lepiej jest z Tyranidami z Warhemmer’a 40k i w mniejszym stopniu z Zerg ze „Starcrafta”. W obu wypadkach mamy do czynienia z obcą cywilizacją, która jest odmienna od ludzkiej, ale niestety w dalszym ciągu trudno uznać kulturę zjadania wszystkiego za wielki wyczyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiam się dlaczego wszystkie inteligentne rasy obcych przedstawiane w filmach czy grach tak bardzo przypominają ludzką. Przecież Lovecraft w opowiadaniu „W górach szaleństwa” opisał starsze istoty - obcych wyglądających jak połączenie rozgwiazdy, ośmiornicy i sokowirówki, którzy mieli bardzo wysoko rozwiniętą i zupełnie odmienną cywilizację. Wiem, ze Lovecraft był swojego rodzaju geniuszem, ale bez przesady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tak rzadko obserwujemy takich kosmitów? Ludzie są leniwi i nie chce im się wymyślać niczego nowego? Łatwiej pokazać rozwiniętą kulturę jeśli jej członkowie wyglądają prawie jak ludzie? Uważamy, że ludzka forma z postawą pionową i kończynami chwytnymi jest najdoskonalsza? Czy też po prostu filmem czy grą z bardziej interesującymi kosmitami nikt by się nie zainteresował… &lt;br /&gt;Chyba czas wrócić do mordowania sectoidów – przynajmniej ma się mniejsze wyrzuty sumienia…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-3977340177390296472?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/3977340177390296472/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/02/film-avatar-by-niesamowicie-efektowny-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3977340177390296472'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3977340177390296472'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/02/film-avatar-by-niesamowicie-efektowny-i.html' title='100214'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-4566174181068539162</id><published>2010-01-17T23:22:00.001+01:00</published><updated>2010-10-27T13:58:11.372+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>100117</title><content type='html'>Prawa autorskie są ostatnio bardzo gorącym tematem. W Szwecji trwa pościg za piratami z The Pirate Bay, u nas policja sprawdza oryginalność oprogramowania obywateli, a na całym świecie rozjeżdża się pirackie płyty walcami. A przecież to tylko kropla w morzu wszelkiego rodzaju naruszeń, czy wręcz gwałtu na cudzej własności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawmy się w roli właściciela firmy. Najpierw trzeba wybrać nazwę, stworzyć logo oraz slogan dzięki któremu klient nas zawsze będzie rozpoznawał. Nazwa musi być chwytliwa, prosta i nowoczesna. Niech będzie Eden. Za symbol firmowy najlepiej wybrać coś prostego, a jednocześnie charakterystycznego. Na przykład choinkę – każdy ją dobrze zna i fajnie będzie jak spoglądając na drzewko przypomni sobie o nas.  Pozostaje hasło przewodnie… niech będzie „Dajemy zamiast brać!”. Dobrze się kojarzy i sugeruje, że chcemy zrobić coś dobrego, mając niewielki zysk. Co w sumie nie jest takie dalekie od prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza firma rozwija się wspaniale, mamy kilka oddziałów, postacie wykreowane przez naszych pisarzy, rysowników i dźwiękowców są powszechnie znane. Ostatnio nawet jakaś szkoła zwróciła się o pozwolenie na wykorzystywanie jednej z postaci na lekcjach polskiego. Miałoby to pomóc dzieciom zrozumieć system wartości naszej cywilizacji w sposób bardziej przystępny niż przykłady z literatury sprzed pięciuset lat. Oferta bardzo dla nas korzystna – za niewielką opłatą udzielimy szkołom licencji na wykorzystywanie poszczególnych postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wspaniale – rozszerzyliśmy działalność na produkcję zabawek i w niedługim czasie opracowaliśmy nowy materiał wraz z niesamowicie wydajną technologią produkcji. Nasi naukowcy przeprowadzili matematyczny dowód, że jeśli chodzi o parametry materiału, tempo produkcji, jej ekologiczność oraz koszty nasze rozwiązanie jest bardzo bliskie doskonałemu. Opracowane twierdzenia są bardziej ogólne niż ten konkretny przypadek i być może niedługo otworzymy placówki badawcze – nowe technologie i rozwój nauki są najważniejsze. Z pewnością się to przyda biorąc pod uwagę, że kilka uczelni zwróciło się z prośbą o udostępnienie wywodów matematycznych. Oczywiście nie wydaliśmy na to zgody – dlaczego inni mają korzystać z naszego dorobku. A jeśli naukowcom bardzo zależy, będą niebawem mogli pracować w naszych placówkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza firma prosperuje i wszyscy klienci są zadowoleni. Martwi mnie jednak wykorzystywanie naszej nazwy, logo i hasła reklamowego w sytuacjach niezupełnie kojarzących się z nami. Trzeba to zmienić! W końcu po to są prawa autorskie żeby uniemożliwić bezprawne korzystanie z cudzego dorobku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-4566174181068539162?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/4566174181068539162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/01/100117.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4566174181068539162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/4566174181068539162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2010/01/100117.html' title='100117'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-6038093660430356780</id><published>2009-12-21T18:37:00.004+01:00</published><updated>2010-10-27T13:57:57.644+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>091221</title><content type='html'>Na ekranach telewizorów pojawiły się majestatyczne, czerwone ciężarówki z napisem „Coca-Cola”. Dla chrześcijan i prawie wszystkich Polaków oznacza to, że zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Oczywiście sklepy uprzejmie, choć niezbyt delikatnie, sugerowały nadejście świąt od początku listopada, kiedy to choinki i mikołaje wyparły z wystaw dynie i czarownice. Na ulicach radośnie migocą lampki poukładane w urocze wzorki gwiazd, mikołajów, reniferów i choinek. Ech… piękny ten czas oczekiwania na Boże Narodzenie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo ważnym elementem przygotowania do świąt są zakupy. Wigilia musi być wystawna, a niektóre produkty są nieco tańsze jeśli kupić je odpowiednio wcześnie. Nie można zapomnieć też o prezentach! Babci „Doppelherz”, dziadkowi tytoń fajczarski, mamie perfum, tacie krawat, siostrze wisiorek, dziewczynie pierścionek, chłopakowi grę, dziecku lego… Wymyślanie podarków nie jest taką prostą sprawą, a pod choinką coś leżeć musi. O Jezu - Choinka! Nowe bombki też by się przydały…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas na ostatnie przygotowania – generalne porządki obejmujące standardowe wycieranie kurzu jak również odświętne pranie firanek, mycie okien i czyszczenie nieco przykurzonych mosiądzów. Zamiast tradycyjnych serwetek w kwiatki i liście pojawiają się te z choinkami i bombkami. Świeczka w kształcie Mikołaja czy świętej rodziny na półce będzie radośnie przypominać o świątecznym okresie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wigilia już tuż-tuż! Ubieranie choinki, gotowanie moczki i makówek (ew. kutii) , robienie pierogów, przygotowywanie karpia i…. wreszcie kolacja! Dwanaście potraw, puste nakrycie dla wędrowca, łamanie się opłatkiem, wspaniałe jedzenie. Potem jeszcze rozpakowywanie prezentów, mniejsza lub większa radość z nich i wspólne świętowanie. Dla znudzonych rodzinnymi pogawędkami jest także bogata oferta filmowa – „Szklana pułapka” i „Kevin sam w domu” nie pozwolą zapomnieć o świętach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak zdecydowanie święta Bożego Narodzenia są lepsze od Wielkiej Nocy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-6038093660430356780?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/6038093660430356780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/12/091221.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6038093660430356780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6038093660430356780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/12/091221.html' title='091221'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-618621132120512102</id><published>2009-12-12T04:12:00.002+01:00</published><updated>2010-10-27T13:57:44.910+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>091212</title><content type='html'>Witamy Państwa na gali kendo sportowego! Dziś oprócz walk profesjonalnych zawodników mamy dla państwa zupełnie wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju, długo wyczekiwaną walkę Andrzeja Gołoty z Chuckiem Norrisem. Znany bokser i znany aktor zmierzą się w morderczym pojedynku kendo! „Trenowałem długo z moim kijem. Na pewno wygram!”, mówi Gołota. „Wierzę, że uderzenie z półobrotu również w kendo uczyni mnie niepokonanym…”, celnie ripostuje Chuck. Który z nich miał rację? Przekonamy się już za chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W studiu gościmy kilku znakomitych gości. Witamy Jacka Gmocha, który przygotuje analizę walki, witamy Annę Muchę, która zajmie się estetyczną stroną przedsięwzięcia oraz sportowca wszechczasów - Adama Małysza. Pani Aniu – może kilka słów o samych zawodnikach? „Tak, tak… Chuck Norris to zawodowy aktor i ma brodę, a Andrzej Gołota jest zawodowym bokserem i nie ma brody”. …Dziękuję. Panie Adamie, najważniejsze pytanie – kto wygra? „Nie kibicuję żadnemu z zawodników. Myślę, że wygra po prostu najlepszy”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt się tego nie spodziewał! To zupełnie niesamowite! W piętnastej sekundzie Chuck Norris wyprowadził swoim shinai cios z półobrotu i zwyciężył! Właśnie narodziła się nowa wielka gwiazda kendo sportowego! Proszę państwa! Kto następny? Teramoto? Oddajemy głos do studia, gdzie nasi goście skomentują tę historyczną walkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie Gmoch – co pan sądzi? „Chuck Norris sprawił nam małą niespodziankę tym ciosem. Jest to z pewnością dowód pewności siebie i klasy. Przeanalizujmy sytuacje przed ciosem… Tutaj na stopklatce mamy zawodników: po prawej Andrzej, spokojny, pewny siebie, a po lewej Chuck, który jak tygrys szykuje się do ciosu. Na następnej stopklatce widzimy (może zaznaczę to na czerwono) jak ręka Chucka powoli wykonuje ruch w bok. Takiego oskrzydlenia nie spodziewał się Gołota. Może wezmę go w kółeczko. Zdezorientowany chciał uciec w prawo, ale Chuck był szybszy i na ostatniej stopklatce mamy leżącego Gołotę trzymającego się za twarz” Dziękuję. Pani Aniu – co pani sądzi o tej walce? „W pierwszej chwili nie wiedziałam co się dzieje. Te wszystkie maski i stroje. Nie widziałam po prostu brody i na początku myślałam, że to Andrzej Gołota wygrał...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytajmy zwycięzcę o wrażenia z walki. „Wygrała ciężka praca i determinacja. Jak ja coś robię, to zawsze na 100%. Daję z siebie wszystko i do przodu!”. Takimi słowami Chuck Norris, nowa i obiecująca postać światowego kendo podsumowuje i walkę. Jeszcze tylko kilka komentarzy internautów i żegnamy się z Państwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W Kendo ważne jest skupienie. Nie można wygrać w 15 sek. To było ustawiane”. „Chuck… ty ch***”. „Haha! Gołota dostał jak dziecko!”. „I znowu poszedłem się odlać i mnie minęła cała walka…”. „W Kendo nie chodzi się w butach tylko w chodakach, a Chuck Norris miał trampki. To jakaś kpina!”. „W tej telewizji to tylko przemoc! Zepsucie i zaraza!”&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-618621132120512102?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/618621132120512102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/12/091212_12.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/618621132120512102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/618621132120512102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/12/091212_12.html' title='091212'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-2464615778188835069</id><published>2009-11-30T19:41:00.003+01:00</published><updated>2010-10-27T13:56:38.689+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>091130</title><content type='html'>Pewnie każdy się ze mną zgodzi, że nałogowe palenie papierosów jest czymś szkodliwym i dla palącego i dla osób postronnych przebywających w jego otoczeniu. Podważyć się tego nie da, bo wynika to z ogólnoświatowych badań (nie Amerykańskich, bo oni po latach badań dowiedli, że geny kobiece zbliżone są do ludzkich). Prowadzi się wiele akcji typu „nie pal!” czy „Palenie albo zdrowie..”, umieszcza się napisy na papierosach: „jak będziesz palił to umrzesz” i tak dalej. Wszystko po to żeby społeczeństwo było doinformowane i zdawało sobie sprawę z zagrożenia związanego z kurzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie można w takim razie powiedzieć, że ludzie nie wiedzą, iż palenie zabija. Problem pojawia się gdy taki doinformowany obywatel jednak zechce palić. Nawet nie nałogowo – ot dymek przy piwku w barze, albo do towarzystwa podczas przerwy w pracy. Czy to coś złego? Może tak, może nie. Każdy ma jakiś pogląd na ten temat i pewnie jak zwykle gdzie dwóch polaków tam trzy zdania. Problem zaczyna się kiedy ten Kowalski mimo wszystko zechce zapalić. Wyciąga papierosa z wymiętolonej paczki (nosi ją w torbie od miesiąca), zapalniczkę pożycza od palącego kolegi i szuka miejsca żeby zapalić… i szuka… i szuka… i szuka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważyłem, że palacz, czy też zwykły człowiek chcący zapalić, nie ma gdzie tego zrobić. W tym momencie jest w o wiele gorszej sytuacji niż alkoholik, który może iść do baru. W restauracjach powoli znikają miejsca dla palących, w firmach likwiduje się palarnie, na ulicy grozi mandat za „palenie w miejscu publicznym”, w barach powoli też krzywo się na to patrzy (w Irlandii po wprowadzeniu zakazu palenia w pub’ach jedna czwarta z nich zbankrutowała). Pozostaje palenie ukradkiem… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie biznesmana, który lecąc z Warszawy do Pekinu ma przesiadkę w Helsinkach i czeka godzinę na lotnisku. Co robić przez ten czas? Chętnie by sobie zapalił, ale trafia na kolejne tabliczki z zakazem. Okazuje się, że w jego strefie w ogóle nie można palić. Można nawalić się jak Messerschidt w barze, kupić pornola żeby iść do łazienki i rozładować napięcie, ale zapalić nie ma gdzie. Nasz biznesman to poważny człowiek, który ma pięćdziesiątkę na karku i doskonale zdaje sobie sprawę, że palenie jest złe. Nie ma jednak wyjścia – musi udać się do kiepsko wentylowanej łazienki i po kryjomu zapalić szybko fajkę. Na dodatek następny użytkownik toalety będzie mocno niepocieszony z powodu dymu. Brzmi bez sensu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tak jest. Mimo tego, że w Polsce mamy około 9 mln palaczy miejsc do palenia jest coraz mniej. Według naszej konstytucji nikt nie może być dyskryminowany, a oni jakby są… Nie chcę żyć w czyimś dymie i wdychać czyjeś spaliny, ale nie rozumiem czemu likwiduje się dobrze wentylowane palarnie, wagony dla palących (ostatnio jakaś pani upomniała palącego człowieka w wagonie dla palących – paranoja), miejsca w restauracjach dla palących. Komu to tak naprawdę przeszkadza? Dym tytoniowy i tak będzie, bo nagle nie przestaniemy wszyscy palić, a dzięki wydzielonym miejscom będzie on umiejscowiony i być może mniej szkodliwy. Ale cóż – ludzie za mądrzy nigdy nie byli, a najwięcej krzykaczy to byli palacze, którzy nagle wyzwolili się z nałogu. To chyba jest najśmieszniejsze w tym wszystkim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-2464615778188835069?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/2464615778188835069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091130.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/2464615778188835069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/2464615778188835069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091130.html' title='091130'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-6923425928124391756</id><published>2009-11-18T19:41:00.002+01:00</published><updated>2010-10-27T13:56:24.578+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>091118</title><content type='html'>Cywilizacja Śmierci. Takiego terminu użył Jan Paweł II w encyklikach „Veritatis Splendor” i „Evangelium Vitae” do opisania zachodniej kultury. Papieżowi chodziło o akceptację społeczną aborcji, eutanazji itp., a także szerzącą się pedofilię, pornografię i swobodę seksualną. Jak wiadomo Kościół wszystkie te rzeczy potępia jako sprzeciwiające się kultowi miłości i życia. Sam zbitek słów został użyty jako przeciwieństwo Cywilizacji Miłości – terminu wprowadzonego wcześniej przez papieża Pawła VI. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam zamiaru rozważać tego pojęcia w kategoriach wiary i moralności – zostawię to teologom i ludzkiemu sumieniu. Bardziej mnie interesuje samo wyrażenie – „Cywilizacja Śmierci”. Otóż ostatnio zauważyłem, że nasza (światowa) popkultura i nasza (polska i nie tylko) mentalność uwielbia śmierć. Nie chodzi tu o zabijanie oglądane na ekranach, czy przestępstwa popełniane na ulicach, ani nawet o kult zmarłych, ale o samo uwielbienie śmierci i zainteresowanie osobami zmarłymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popkultura, czy w ogóle kultura, jest bardzo wybredna i kapryśna. Od zarania dziejów artyści umierali w biedzie zjadani przez choroby i robactwo tylko po to żeby ich dzieła sprzedawano teraz za grube miliony. Poza nielicznymi wyjątkami (np. Michał Anioł, Pablo Picasso) malarze byli wychwalani dopiero po śmierci. Dzieła Van Gogha były w jego epoce uważane za bohomazy, a obecnie  ten sam Van Gogh to jeden z największych artystów. Nieco lepiej było z muzykami, ale też nie zawsze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszych czasach jest jeszcze gorzej. Doceniamy kogoś, ten ktoś zdobywa jakąś popularność, następnie wszyscy o nim zapominają, a sam delikwent umiera na strzał w głowę. Najczęściej złoty. Pomijam współczucie dla kogoś kto się zaćpał na śmierć, bo to mało w tym momencie istotne. Istotniejsze jest, że w czasie między schyłkiem popularności, a śmiercią nikt nawet nie wspomniał o tym człowieku. Po śmierci natomiast okazuje się, że wszyscy go kochali. Weźmy Michael’a Jackson’a – dopiero jak umarł okazało się, że cały świat go uwielbia i wszyscy go słuchają. Podobnie Curt Cobain, Beksiński, Herbert. Media ogłaszają, że zmarł ktoś znany i okazuje się, że był powszechnie uwielbiany i wszyscy za nim rozpaczają. Śmierć stała się trendy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W naszej mentalności mamy głęboko zakorzenione uwielbienie męczeńskiej śmierci. Po części załatwił nam to Jezus Chrystus na spółkę z Adamem Mickiewiczem i Juliuszem Słowackim, ponieważ cała Polska ma się za „mesjasza narodów”. Jesteśmy najświętsi ze wszystkich i nasze poświęcenie jest porównywane z męczeństwem Chrystusa. Gdy ktoś ważny dla kraju umiera staje się nieskazitelny. Najpierw były zniewagi i obelgi kierowane w stronę Jacka Kuronia, a potem okazało się, że wszyscy i tak go uwielbiali. Zwyczaj każe, że o zmarłych źle się nie mówi, ale zaprzeczanie pewnym faktom to chyba przesada. Nie mówię o Kuroniu bo na jego ocenę za wcześnie, ale spróbujcie powiedzieć coś o ciemnych sprawach w życiu Piłsudskiego… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spójrzmy na śmierć Jana Pawła II. Wielki był to człowiek, ale przeważająca większość zdała sobie z tego sprawę dopiero po jego śmierci. Domagali się dni wolnych od pracy z powodu żałoby i rozpaczy. Nikt nie zauważył, że w myśl słów samego zmarłego praca to najwyższa wartość i tylko pracą i wiarą można coś osiągnąć. My jak widać wolimy wiarę, bo pracować się nie chce. Zresztą wiara najczęściej objawia się rozsyłaniem „[*]” i „Pamiętaj! Dzisiaj jest rocznica śmierci papieża – na znak, że cię to obchodzi nie jedz kartofli i wytatuuj sobie ten tekst na dupie”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzka śmierć stała się towarem, który można reklamować i na którym można zarabiać. Gdzieś po drodze znika w ludziach gust muzyczny, estetyczny, literacki, wiara, zrozumienie i sam zmarły. Ważne jest żeby wysławiać śmierć danej osoby i ewentualnie jej okoliczności. Ważne żeby pokazać innym, że pamięta się o znanym zmarłym. Szczególnie kiedy jego śmierć jest aktualnie na top’ie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-6923425928124391756?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/6923425928124391756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091118.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6923425928124391756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6923425928124391756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091118.html' title='091118'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-7313655891580711718</id><published>2009-11-05T18:47:00.003+01:00</published><updated>2010-10-27T13:56:11.070+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>091105</title><content type='html'>1.  listopada - Dzień Wszystkich Świętych. Co to oznacza dla nas? Dalekie podróże, których celem jest zapalenie znicza na grobie kogoś bliskiego. Piękna tradycja (choć sam jej nie lubię, ale o tym kiedy indziej). Dzień jest dniem refleksji, wspomnień, smutku i melancholii. Przez jakiś czas zastanawiałem się dlaczego w dzień świąteczny ku czci wszystkich znanych i nieznanych świętych ludzie są smutni i wspominają zmarłych. Pierwsze wyjaśnienie było proste – święci też nie żyją i ludzie ze święta kościelnego zrobili świeckie wspominanie zmarłych. Rozumowanie oczywiście błędne, a prawda jest o wiele bardziej prozaiczna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół Katolicki na początku swojego istnienia borykał się z problemem kultów pogańskich. Jednym ze staropolskich, pogańskich zwyczajów było organizowanie „Dziadów”. Święta obchodzonego 2. listopada służącego nawiązaniu kontaktu ze zmarłymi. Oczywiście Dziady nie mogły w niezmienionej formie przejść do tradycji katolickiej, więc zmieniono je w Dzień Zaduszny, w którym wspominamy i modlimy się za naszych zmarłych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co łączy ten dzień z Dniem Wszystkich Świętych? Nic. Poza tym, że Zaduszki są dzień później oraz, w przeciwieństwie do 1. listopada, nie są dniem wolnym od pracy. I właśnie ten ostatni szczegół wyjaśnia czemu jeździmy na groby bliskich w Święto Wszystkich Świętych. Żeby było śmieszniej w PRL też był to dzień wolny, nazywany przez władze Świętem Zmarłych – stąd pochodzi dalej funkcjonująca nazwa tego dnia. Tak oto radosne święto jakim w Kościele Katolickim jest  Święto Wszystkich Świętych przekształciło się w dzień wspomnień i melancholii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Zaduszkach natomiast mało kto pamięta, a dzięki wspaniałemu państwu na zachodzie (gdzie można dostać nobla za bycie czarnym mimo równości rasowej) bardziej znamy Halloween. Swoją drogą samo Halloween jest bardzo ciekawym świętem dającym okazję do przebrania się i zrobienia imprezy. Szkoda tylko, że kompletnie zastąpiło nasze Dziady czy Dzień Zaduszny i kompletnie nie pasuje do naszej kultury. Ja mogę zrozumieć, że meksykanie bawią się na pogrzebach (nie sprawdzone), a cyganie piją na trumnie (też nie sprawdzone) , ale nasza tradycja taka nie jest i nie będzie! Okazji do dobrej zabawy mamy wystarczająco dużo, a pamięć o zmarłych mnie przynajmniej nie napawa chęcią do imprezowania. Do smutku także nie, ale myśleć o wszystkich babciach, wujkach i ciociach wolę w samotności i mam wrażenie, że nie tylko ja tak uważam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą od Halloween zawsze bardziej podobała mi się Noc Kupały…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-7313655891580711718?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/7313655891580711718/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091105.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/7313655891580711718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/7313655891580711718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091105.html' title='091105'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5249198170028807529</id><published>2009-11-01T15:15:00.004+01:00</published><updated>2010-10-27T13:55:59.526+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><title type='text'>091101</title><content type='html'>Nie tak dawno temu pisałem o przemocy w grach komputerowych. Moje zdanie nie uległo zmianie – przemoc jest i będzie zarówno w życiu jak i w grach, a ludzie powinni zamiast kolejnych zakazów rozmawiać z pociechami (bo to o nie tu chodzi) i wyjaśnić czemu jest tak a nie inaczej. Ostatnio pojawił się jednak materiał, który dolał nieco oliwy do tej i tak zaognionej sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z kluczowych gier roku ma być Modern Warfare II. Prawdę mówiąc to slogan powtarzany na wszystkich serwisach o grach i „tworzenie hitów w zapowiedziach”. Sama gra jest tutaj mało istotna, bardziej interesuje mnie przemoc w niej. Modern Warfare jakby ktoś nie wiedział to seria wydawana w ramach Call of Duty i ma na celu ukazanie fikcyjnego, współczesnego konfliktu w jak najwierniejszy sposób. Słowem – symulacja współczesnych żołnierzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z czym walczą współcześni żołnierze? Podobno z szeroko pojętym terroryzmem. Gdzie jest najwięcej „pracujących” terrorystów? Na lotnisku. Co tam najczęściej robią? Zabijają Bogu ducha winnych ludzi. Nie może być inaczej w wiernej symulacji. Wchodzimy z giwerą na lotnisko, otwierają się drzwi a my wypluwamy kolejne magazynki amunicji do tych strasznych i niedobrych… cywili!? Tak – otrzymaliśmy pierwszy symulator terrorysty strzelającego do niewinnych ludzi. Ściślej mówiąc tajniaka przebranego za terrorystę strzelającego do niewinnych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście zdaję sobie sprawę, że gry typu Postal już były, pamiętam o GTA i o wielu FPS’ach, w których można z uśmiechem zabijać przechodniów. Mam jednak wrażenie, że tym razem jest nieco inaczej. Poatal to gra gore, kupując ją doskonale wiemy, że będzie masakra – tak jak w filmach z tego gatunku. GTA to gra o gangsterach – mamy pełną świadomość, że gramy przestępcą. W Modern warfare mamy dokładne odwzorowanie bestialstwa terroryzmu. Nie jako przestępca, nie jako szaleniec, ale jako agent rządowy infiltrujący organizację terrorystyczną. Nie dla kasy, nie dla zabawy - dla szeroko pojętej "idei". OK. – w filmach widujemy to codziennie, ale doznania z gier są chyba bardziej osobiste...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu zaczyna się problem – jak ocenić to co zrobili twórcy gry? Źle, bo realistyczne (prawie prawdziwe) masakrowanie niewinnych ludzi jest dość przerażające. Czy też dobrze – artyści jak zwykle w sposób szokujący ukazali to, co dzieje się na świecie. Jedno jest pewne – doznania są bardzo mocne i kontrowersyjne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetna reklama samej gry.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5249198170028807529?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5249198170028807529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091101.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5249198170028807529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5249198170028807529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/11/091101.html' title='091101'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-959342769800319333</id><published>2009-10-19T23:40:00.001+02:00</published><updated>2010-10-27T13:55:43.371+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='informatyka'/><title type='text'>091019</title><content type='html'>W ramach prostej refleksji nad pytaniem: „Dlaczego nie ma seriali o informatykach?” postanowiłem przedstawić kilka znanych i sprawdzonych serii w świetle środowiska mojego zawodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MacDrajver&lt;br /&gt;Doskonały technik integruje różne przedmioty codziennego użytku z komputerem. W pierwszym odcinku - pralkę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CSI: Redmont&lt;br /&gt;Grupa dzielnych programistów Microsoftu znajduje rozwiązania trudnych problemów i błędów zgłaszanych przez użytkowników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dr. \\Home&lt;br /&gt;Genialny informatyk tworzy grupę specjalną, ratującą komputery w stanie krytycznym używając radykalnych metod na chybił-trafił: „Żeby uratować ten dysk musimy usunąć zintegrowaną kartę muzyczną – inaczej system przestanie istnieć!”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Archiwum „X:\”&lt;br /&gt;Para specjalnie przeszkolonych informatyków odzyskujących dane natrafia na paranormalne zjawiska w błędnych sektorach dysków użytkowników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lost&lt;br /&gt;Tragedia życiowa ludzi, którzy przez katastrofę finansową firmy zmuszeni zostali do zmiany systemu Windows na Linux Gentoo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Tak – pamiętam o IT Crew.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-959342769800319333?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/959342769800319333/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/10/091019.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/959342769800319333'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/959342769800319333'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/10/091019.html' title='091019'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1980076327005202309</id><published>2009-10-13T21:23:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:55:30.391+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>091013</title><content type='html'>Krótkie wspominki górskie Kauacha cz. II&lt;br /&gt;“Tak… dalej będę mendził o górkach”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczął się rok akademicki, co dla większości studentów oznacza, że znowu jest z kim pić. Z moją skromną osobą jest podobnie (nie żebym w wakacje nie miał z kim pić), ale mimo wszystko wrócę do opisu wakacyjnej wycieczki. Zamiast pisać projektów... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W poprzednim odcinku napisałem, że w górach jest nie fajnie i obiecałem wyjaśnić po jaką cholerę tam jeżdżę. Wymienianie wszystkich aspektów łażenia po górach jest bezcelowe, więc wymienię tylko kilka najważniejszych:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Masz wszystko w dupie&lt;br /&gt;2. Piwo nigdzie nie jest tak dobre&lt;br /&gt;3. Masz wszystko w dupie&lt;br /&gt;4. Wódka przeniesiona 20km w poziomie i 1,5km w pionie smakuje o wiele lepiej&lt;br /&gt;5. Masz wszystko w dupie&lt;br /&gt;6. Jest tam po prostu ładnie&lt;br /&gt;7. Masz absolutnie wszystko w dupie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwo zauważyć, że wyliczanka posiada jeden wyróżniający się element, który wymieniony kilkakrotnie, spowodował być może delikatny cień uśmiechu na twarzy. Najpiękniejsze jest to, że to święta prawda. Na szlaku górskim liczy się tylko różnica wysokości i kreatywność PTTK w wymyślaniu czasów przejścia szlaków. Cała reszta znajduje się w miejscu, gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Nogi zresztą też. Zresztą nogi to być może jeszcze jedna licząca się w górach rzecz – z prostej przyczyny – lubią boleć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe elementy wyliczanki są raczej oczywiste. Po przejściu szlaku przewidzianego na 5 godzin, kiedy język radośnie ciora się po ziemi, widok choćby daszku schroniska jest najpiękniejszym widokiem świata. No może poza czekającą wewnątrz wilgotną szklanką pełną zimnego piwa z pianą na wystarczającą ilość palców. Do tego świeże górskie powietrze, fajka zapalona na hali i widok na różnego rodzaju wzniesienia ciągnące się niewiadomo gdzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romantycznie… Szczególnie, że na całe 5 dni wyjazdu do poprawy humoru starcza litr. Ewentualnie jakieś jedno piwo na dzień dobry. Oszczędnie, zdrowo, a i frajda o niebo większa niż w największej wiosce kraju - Warszawie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1980076327005202309?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1980076327005202309/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/10/091013.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1980076327005202309'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1980076327005202309'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/10/091013.html' title='091013'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1329775155173297951</id><published>2009-09-28T12:53:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:52:00.352+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>090928</title><content type='html'>Krótkie wspominki górskie Kauach cz. I:&lt;br /&gt;„Góry uczą pokory”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybranie się w góry przebiega w moim wypadku w dwóch etapach. Etap pierwszy to mówienie, że trzeba pojechać. Na tym etapie wszyscy są chętni i jedzie ok. 10 osób. Drugi etap to ustalenie terminu, podczas którego ludzie po kolei mówią, że nie mogą. Tym razem wraz z moją większą połową stwierdziliśmy, że skrócimy oba etapy do absolutnego minimum i postanowiliśmy jechać we dwójkę, ale za to na dość trudną trasę. Przez dość trudną rozumiemy szlaki długości 5 – 7 godzin (dla nieoświeconych – długość szlaku górskiego mierzy się w czasie przejścia). Dnia pierwszego mieliśmy 5 godzin marszu, drugiego również 5, trzeciego 7, czwartego 5 i piątego 4. Całkiem daleko, bo razem wyszło około 100km. Oczywiście na piechotę. Spoko. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłoby bardzo fajnie gdyby nie to, że szlaki górskie oznaczane są przez pijących piwo członków (dobre słowo) PTTK i czasy przejścia mierzone są dla:&lt;br /&gt;a) „dobrej kondycji, bez odpoczynków, przy dobrej pogodzie”.&lt;br /&gt;b) pełni księżyca &lt;br /&gt;c) kogoś kto wypił magiczny napój z Asterixa / sok z gumijagód / wywar Papy Smerfa&lt;br /&gt;d) ww. delikwent jest nazywany przez kolegów „Janosik” i ma syna Cypiska.&lt;br /&gt;Słowem – jak ktoś wam mówi, że w Beskidzie Żywieckim/Śląskim wyrabia czasy przyjrzyjcie się mu dobrze, bo najprawdopodobniej ściemnia (ja rozumiem, że nie jestem kondycyjnym He-manem, ale bez obijania się wydłużaliśmy czasy o około godzinę na 2,5 godziny). Koszmarek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Góry same w sobie są oczywiście piękne, ale często ich rzeczywista forma „nieco” odbiega od tej przedstawianej na mapie. Otóż izohipsy teoretycznie łączą miejsca o tej samej wysokości. Im są gęściej tym bardziej stromo jest w danym miejscu (zainteresowanych sprawdzeniem tego prostego faktu odsyłam do mojej pracy inżynierskiej ^^). Teoretycznie przy dużych różnicach wysokości powinno być ich gęsto, przy małych rzadko. Pomyślmy co się stanie kiedy teren nagle opada i potem nagle się wznosi. Mamy sytuację, w której wysokość zmienia się na tyle szybko i na tyle szybko wraca do normy, że przekracza dokładność mapy. Słowem – na mapie jest równo, a w górach jest ścianka wspinaczkowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałoby się podsumować: Góry są do dupy. Wszystkie pokonane przez nas szlaki były dość upierdliwe. Wszystkie czasy wydłużone. Wszystkie nogi mają teraz gustowne odciski. Nie jednak będzie takiego podsumowania. Dlaczego? O tym w następnym odcinku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Aż szkoda, że następny wyjazd w najlepszym przypadku za rok.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1329775155173297951?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1329775155173297951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090928.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1329775155173297951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1329775155173297951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090928.html' title='090928'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8099719382712179403</id><published>2009-09-14T20:00:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:55:17.276+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>090914</title><content type='html'>Ewolucja gustu muzycznego człowieka to rzecz - jak się okazuje - bardzo dziwna. Właśnie do moich uszu docierają dźwięki, które przez większość ludzi na ziemi uznawane są za jazgot. Mgła – tego zespołu bowiem właśnie słucham – gra depresyjny black metal. Pomijając dość oryginalną nazwę gatunku, jest to jednostajne rzępolenie na gitarze, któremu towarzyszy w miarę urozmaicona perkusja i raczej mało przyjemny wokal (growling, że użyję tego nie lubianego przeze mnie słowa). Nikt nawet by nie pomyślał, że kiedyś z tych samych głośników leciało A-Teens lub Mr. President.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew pozorom droga od popu do radykalnego metalu była bardzo krótka. Któregoś dnia siostra kupiła mi płytę „IV” nieznanego mi wtedy zespołu Led Zeppelin. Z początku podobały mi się dwa utwory, potem trzy, cztery… i wreszcie wszystkie. Następnie był etap Metallici i prób słuchania hip-hopu (na szczęście nieudanych), podczas którego zasłyszałem Cradle of Filth. Bardzo długo był to jedyny zespół black metalowy, którego słuchałem – miałem spory problem natury religijnej z słuchaniem satanistycznej muzyki. W rezultacie był to okres radosnego zbierania płyt Led’ów, Manowar’a i Helloween. Otoczenie zaś dostarczało kolejnych: Moonspell, Rammstein, Nightwish, Therion, Children of Bodom… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatecznie w mojej kolekcji znalazło się od groma albumów z muzyką mniej lub bardziej metalową oraz całkiem sporo pozycji z innych gatunków. Problemy religijne zniknęły i do zbiorów trafił Emperor, Burzum, Summoning. Dla kontrastu jest tam też sporo innych, bardziej popularnych: Cranberries, Sting, Prodigy. Generalnie stwierdzam, że w całym procesie muzyka, której słucham staje się coraz dziwniejsza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba, że to ja wariuje, bo trudno uznać za normalnego człowieka, który słucha generalnie black metalu, czasem death metalu, a jednocześnie bardzo lubi czyste techno w stylu E-nomine, szalonego i hałaśliwego (to dobre słowo) Laibach’a i całkiem spokojnego Queen’a. Z jednej strony rzeczy skrajne, z drugiej całkiem normalne… Hmmm… Czas spróbować połączyć ogórki kiszone z bitą śmietaną!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8099719382712179403?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8099719382712179403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090914.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8099719382712179403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8099719382712179403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090914.html' title='090914'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-3200884943191447209</id><published>2009-09-08T01:22:00.001+02:00</published><updated>2010-10-27T13:54:57.738+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>090908</title><content type='html'>W Warszawie jest pewna kamienica na ulicy Marszałkowskiej, w której cisza i spokój nabierają nowego znaczenia. Otóż zwrot „cisza i spokój” jest niesamowicie podobny do zwrotu: „uszy komara” (ruska definicja abstrakcji). Czasami kiedy tu przebywam mam wrażenie, że gdyby z zoo uciekło stado szympansów znalazłoby w tej kamienicy swoją niszę ekologiczną. Choć z drugiej strony nie wiem czy lokalna fauna owego stada by nie wyparła (zjadła?). Nie mam zamiaru tutaj obrażać ludzkiej części mieszkańców, a jedynie przybliżyć zachowanie reszty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od godzin rannych, czyli mniej więcej dziesiątej. O takiej godzinie przeważnie pracę rozpoczynają wszelkiego rodzaju firmy. Nie inaczej jest z dealerami nieruchomości, firmą „Bracia Strzelczyk”. Bracia mają widać powodzenie w branży ponieważ przez około sześć godzin praktycznie nieprzerwanie jakiś pracownik rozmawia przez telefon. Na zewnątrz. Pod oknami. Na prostokątnym, wewnętrznym placyku kamienicy. Nie trzeba być akustykiem żeby wiedzieć jak w takich miejscach dźwięk się niesie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza ludźmi rozpoczynającymi pracę pojawiają się na placyku osobniki niepracujące. Owe indywidua charakteryzują się przywitaniem: „Dzień kurwa dobry” oraz posiadaniem kilkuletniego synka (wnuka? brata?). Dziecko byłoby całkiem spoko gdyby nie jego plastikowy rowerek. Na placyku. Wyłożonym kostką brukową. Kilka godzin jeżdżenia w kółko. Akompaniamentem do tej perkusji jest darcie się jego babci (mamy? siostry? cioci?): „Pawełek kurwa!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nic to… Wieczorem wracają z pracy (budzą się?) osobniki płci męskiej, których ulubionym zajęciem jest przesiadywanie na placyku kamienicy. Ich język to przypuszczalnie forma alfabetu binarnego, gdzie jeden ze znaków jest dowolnym słowem, drugi natomiast brzmi „kurwa”. Oczywiście jedynym paliwem dla tych osobników jest piwo lub inna forma alkoholu o wartości rynkowej nie przekraczającej 3 PLN. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując moje narzekania. Ludzie! Nie idźcie do pracy! Dołączcie do takich osobników i zamieszkajcie w podobnej kamienicy! Nie będzie wam przeszkadzało absolutnie nic! Spokojne szczęśliwe życie wśród ludzi o bardzo podobnych zainteresowaniach… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. „Pierdol studia, zostań ninja". W myśl tego cytatu w kamienicy na ulicy Marszałkowskiej żyje i całkiem nieźle funkcjonuje starożytny klan ninja. Zaczynam się bać. (Oczywiście iście na studia nie gwarantuje zmiany gatunku)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-3200884943191447209?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/3200884943191447209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090908.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3200884943191447209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/3200884943191447209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/09/090908.html' title='090908'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1028769934959641408</id><published>2009-08-31T00:34:00.003+02:00</published><updated>2010-10-27T14:02:00.598+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>090831</title><content type='html'>Nastał ten dzień... Dzisiaj moja stara Amiga 600 została spakowana do pudła i niebawem zostanie wystawiona na aukcji. Historia tego komputera, która rozpoczęła się gdy miałem 5 lat ('91), a zakończyła w roku 2000, jest również historią sporej części mojego życia. Był to drugi komputer jaki w ogóle miałem (pierwszym było ATARI 800) oraz pierwszy, którym się na poważnie interesowałem. Gier posiadałem całkiem sporo – od Worms’ów zaczynając, a na Mortal Kombat kończąc. Mam nadzieję, że nowy właściciel będzie się nimi cieszył tak jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozbycie się Amisi uświadomiło mi, że od 5. roku życia mam kontakt z „brutalnymi grami komputerowymi”. Ba! Brutalnymi to mało powiedziane… W podstawówce wyrywałem kręgosłupy jako Sub-zero, w gimnazjum strzelałem do zombie’ch w Quake i rozjeżdżałem przechodniów w Carmageddon, a w liceum mordowałem niewinnych w Postal oraz winnych w Counter Strike. Całe moje życie jest bez przerwy związane z przemocą! To straszne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsze czasy są o wiele lepsze jeśli chodzi o obcowanie z przemocą. Gry mają na pudełku znaczki mówiące „tak tu możesz wypruć komuś flaki” albo „uwaga tu kurwa przeklinają” ewentualnie „tu możesz udawać pedała urządzającego dom”. Od razu wiadomo, że pierwsza gra polega jedynie na zabijaniu, druga jedynie na zabijaniu, a trzecia…. Hmmm… Rodzic jest od razu informowany o zagrożeniach jakie czyhają w kartonowych pudełkach na jego pociechę. No i jeszcze dochodzi czający się wszędzie kobiecy demon o imieniu Epilepsja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zachodzie środowiska „troskliwych rodziców” zaczynają rozwiązywać problem - wymuszają cenzurowanie co gorszych tytułów (jak Manhunt). W Niemczech wypędzono sekty grające w Counter Strike, a w Wielkiej Brytanii zakazano sprzedaży niektórych gier. To gwarantuje, że dzieci będą bezpieczne. W naszym pięknym kraju piractwo się szerzy i takie środki nie mają sensu, ale wszystkie zdrowe środowiska nawołują do wycofania ze sprzedaży wszystkich gier. W końcu propagują chorą rywalizację w kraju pełnym miłości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W XXI w. nasi milusińscy nie będą narażeni, jak ja, na przemoc. Nie będą wiedzieć, że wyrwanie kręgosłupa grozi śmiercią, ale tylko chwilową, bo postać dalej żyje. Nie będą walczyć z najeźdźcami zza grobu, a potem krzyczeć w nocy, że truposze atakują. Nie pomyślą o skoku z dwudziestego piętra z myślą, że mają jeszcze trzy życia. Będą za to mogli oddać się normalnemu laniu się w szkole, wyłudzaniu pieniędzy, lekceważeniu wszystkiego co można lekceważyć, znęcaniu się nad młodszymi, przeklinaniu i niszczeniu otoczenia. Przecież rodzice swój obowiązek spełnili – brutalne gry zostaną wycofane!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1028769934959641408?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1028769934959641408/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090831.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1028769934959641408'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1028769934959641408'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090831.html' title='090831'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-8243963751678636275</id><published>2009-08-25T20:47:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:54:07.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>090825</title><content type='html'>Ostatnimi czasy przebywam w domu z rodzicami. Ma to wiele zalet - głównie obcowanie z moimi staruszkami, ale i wiele wad - również obcowanie z moimi staruszkami. Jednak żaden domowy obowiązek, remont czy praca na działce nie jest tak zły jak korzystanie z bękarta Microsoftu: Windows Vista Home Premium...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy z Was z pewnością wiedzą, że jeśli idzie o wykształcenie nie jestem w informatyce laikiem. Niektórzy też wiedzą, że w ramach studiów korzystam głównie z dokonań giganta z Redmont. Natomiast wszyscy, co do jednego, z całą pewnością wiedzą, że mój romans z Vistą można określić jednym słowem: "!". Ale po kolei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dawno, dawno temu, kiedy płyty kompaktowe wypadały z czytników i latały radośnie po pokoju, a ściślej w roku 1998 pojawiły się dokumenty Halloween. Nazwę swoją zawdzięczają temu, że wyciekły z Microsoftu i zostały pokazane światu właśnie w Halloween. Zawierały przede wszystkim raporty o dokonaniach ludzi ze środowisk Open Source, a w szczególności o systemie Linux. Microsoft przestraszył się zagrożenia i rozpoczął politykę walki z konkurencją. Ale jak to Wołoszański mawiał: „nie o tym będzie w dzisiejszym odcinku”, a w zasadzie nie do końca o tym. Otóż po wydaniu Windows XP panowie od Billa zdecydowali połączyć zalety ich systemu z zaletami Linuxa. Tak powstał projekt o nazwie kodowej Longhorn. Po kilku latach światło dzienne ujrzał gotowy Longhorn pod nazwą Windows Vista.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę szanuję Linuxa i jego zalety, ale Vista przejęła od tego systemu wszystko co mogła: pytanie o każdą pierdołę, irytujące zabezpieczenia, pochowane opcje konfiguracyjne, system uprawnień tak dobry, że będąc administratorem trzeba korzystać z trybu awaryjnego, żeby móc coś zrobić. Oczywiście na tym nie koniec, bo Vista przejęła też cechy poprzednich Windows’ów: debilne, nic nie mówiące komunikaty i błędy, prosty w obsłudze interfejs, za pomocą którego nic nie da się znaleźć, brak kompatybilności wstecznej. No programiści z Redmont dodali coś od siebie: zajmowanie 50% wolnej pamięci niezależnie od jej ilości, boczny pasek narzędzi wkurzający na każdym kroku i piękny interfejs Aero, który jest dołączany tylko do niektórych wersji Visty. Chyba tylko zmiana guzika „Start” na kółko ze znakiem Microsoftu jest zmianą na lepsze – nie trzeba klikać „Start” żeby zakończyć działanie systemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście Vista ma z pewnością wiele zalet, ale ukrywa je bardzo dobrze. Z resztą jak można mówić o zaletach skoro instalacja serwera PHP Apache wymaga jakichś sztuczek, starsze programy nie działają za dobrze, pamięci jest tyle co kot napłakał, starsze gry wymagają czarów do uruchomienia, ale to i tak drobiazg! Niedawno ściągnąłem sobie gierkę nowiusieńką i śliczniutką, ale niestety działającą tylko na niektórych Vistach. Rozumiem, że to wina producenta gry, ale przy tak rozległych problemach Visty zaczynam mieć wrażenie, że po prostu twórcy skapitulowali…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja wiem, że porządna konfiguracja Visty pomaga trochę (powalczyłem z tym nieco u mojej kobiety), ja wiem że trzeba uczyć się nowych interfejsów i systemów operacyjnych, ja rozumiem że wydawanie drugiego XP nie ma sensu, ale dlaczego na miłość Boską system uważa mnie za głównego intruza skoro jestem administratorem komputera! To miało być wszystko user friendly, a nie user annoying….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-8243963751678636275?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/8243963751678636275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090825.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8243963751678636275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/8243963751678636275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090825.html' title='090825'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-2091010276862740135</id><published>2009-08-21T13:57:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T14:01:16.520+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>090821</title><content type='html'>Początkowy zapał (słomiany) do pisania tutaj jak widać mnie ogarnął i mamy kolejny wpis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba się starzeję, bo właśnie wziąłem masę starych płyt i dobre 80% z nich wylądowało w śmieciach... Jak już człowiek nagromadził tyle rzeczy, że musi je przeglądać żęby wiedzieć co ma, to chyba czas umierać. Pomijam płyty typowo wspomnieniowe - zawierające zdjęcia. Było ich całkiem sporo, a teraz... mieszczą się na dwóch DVD... jakby się postarać to na pendrive'a by stykło. Takie płyty przynajmniej przetrwały w postaci zer i jedynek na twardym dysku, gdzie zajmują mniej miejsca niż w szafie jako piękne kolorowe krążki. Pomijam nawet płyty należące do znajomych i przyjaciół (którzy pewno czytają te słowa). Mam je skrzętnie zachowane i czekające aż sobie przypomnę do kogo należą, ewentualnie właściciel sobie o nich przypomni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wywalone zostały płyty niegdyś niesamowicie cenne. Składanki na CD skrupulatnie przeze mnie nagrywane z mizernej (2GB!) kolekcji mp3. Odtwarzało się je w innym pokoju na jamniku albo nosiło na imprezy, grille, "prywatki". Niektóre nawet zachowałem! Głównie te z samodzielnie wydrukowanymi, wytartymi teraz, wkładkami i z dumnym, choć błędnym, tytułem płyty nabazgranym flamastrem. O dziwo znalazły się też jakieś oryginalne nagrania. Tu jakiś OST z Mononoke Hime wytargowany na konwencie (Asuconie... bodaj 9), tam jakiś Black Album sprezentowany mi niegdyś. Zostały. Czekają aż będę miał własny kąt gdzie będą miały honorowe miejsce na półce obok jakiejś wieży. Mimo sukcesów mp3 płyty audio dalej są przeze mnie wysoko w hierarchii rzeczy przydatnych. No i od razu człowiekowi weselej jak se pomyśli "Mam płytę Moonspella! i Metallici! i Theriona!".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej jednak uderzyła mnie zmiana sposobu funkcjonowania gracza, kolekcjonera i zbeiracza, za którego się uważam. Część z was, drodzy czytelnicy (^^) pamięta z pewnością namaszczenie z jakim wkładało się do napędu o zawrotnej 4-ro krotnej prędkości płytę ze starego numeru CD-Action pożyczoną od kumpla z podstawówki. Te wszystkie dema gier! Były to czasy kiedy nagrywarka była jedna na osiedlu i nawet piractwo było koszmarnie drogie. Zagrywało się w te 2 poziomy umieszczone przez twórców jako przedsmak ich rozpikselizowanej gry. Pomijam nawet fakt, że te zbitki pikseli były nierzadko lepsze od obecnych gładziuteńkich gierek. A te bonusy! Nieprzebrane ilości tapet, ikon, dźwięków, filmików, openingów animców, fragmentów filmów! Kiedy do połączenia z internetem przygrywała melodyjka z modemu, a o YouTubie to nawet Spielbergowi się nie śniło takie rzeczy to był prawdziwy skarb!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najgorsze jednak było wywalanie gier, skopiowanych nielegalnie tu i ówdzie. Najgorsze, że dalej mam te gry gdzieśtam na DVD, albo w przepaściach dysku twardego. Najgorsze, że dalej nierzadko do nich zaglądam. Najgorsze, że teraz mało kto o nich pamięta. Najgorsze, że jedynym miejscem, z którego można takie gry to serwisy "abandonware". Porzuconego oprogramowania. No chyba faktycznie tamte czasy trza porzucić i przyjąć wreszcie do wiadomości, że nasze dzieci dyskietkę zobaczą jedynie w starych (naprawdę starych) filmach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-2091010276862740135?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/2091010276862740135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090821.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/2091010276862740135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/2091010276862740135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090821.html' title='090821'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-6733752453763515813</id><published>2009-08-17T01:29:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:54:21.643+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='historia'/><title type='text'>090818</title><content type='html'>Pierwszy poważniejszy wpis we własnym blogu z definicji powinien być czymś znaczącym. A jeśli nie znaczącym to przynajmniej zachęcającym do dalszej lektury. Oczywiście tekstu, który by klasyfikował się w jakiejkolwiek z tych kategorii tutaj raczej nie będzie można znaleźć, ale jakoś trzeba zacząć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś mądry kiedyś powiedział "ale o so chosi...?" i właśnie jego pytanie będzie myślą przewodnią tego wpisu. Otóż całość jest nieco enigmatycznie (choć wszyscy wiedzą o co chodzi) zatytułowana "Virando costas oa mundo orgulhosamente sós" (czyt. wirando kosztasz ao mundo orguljosamente sosz). Ci co wiedzą, to wiedzą, że to po portugalsku znaczy "odwracając się plecami do świata stoimy dumnie sami",  że to kawałek refrenu piowsenki Alma Mater, że to zespół Moonspell gra ten numer i, że to tekst Fernando Ribeiro... No i właśnie w tym ostatnim szczególe nie do końca mają rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sentencja pierwotnie została wygłoszona przez pana Antónia de Oliviera Salazara, który to przez 36 lat (od 1932 do 1968) rządził Portugalią. Ba! Był to faszystowski dyktator! Słowa te wypowiedział gdy świat odwrócił się od polityki Portugalii wobec jej afrykańskich kolonii, które ogłosiły niepodległość. Jak się łatwo domyślić polityka ta bynajmniej nie sprzyjała niepodległościowym zrywom afrykańczyów, a nawet, jak się równie łatwo domyślić, była całkiem im przeciwna. Każdy w końcu by się wkurzył gdyby mu portfel ogłosił niepodległość...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam Salazar, w przeciwieństwie do Hitlera nie miał chorobliwej wizji jednoczenia Europy, choć pomysł mu się podobał. Na tyle podobał, że w czasie II Wojny Światowej neutralna Portugalia wspierała Niemcy Wolframem. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro wspierała III Rzeszę to nie była neutralna, ale żeby wyrównać rachunki Salazar udostępnił Azory dla Alianckich baz. Czas wojny był dla Portugalii czasem dobrobytu. Trzeba się umieć ustawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wojnie nazizm stracił nieco na popularności, ale Salazar nie. Z lepszym lub gorszym skutkiem pełnił funkcję premiera Portugalii do 68. roku. Dwa lata przed śmiercią dostał wylewu, nieco mu odbiło i nie mógł dalej sprawować władzy. Nie wyznaczył następcy, było trochę bałaganu, nie było komu rządzić, zrobił się niewygodny i w końcu przeniesiono go do jego rezydencji gdzie po dwóch latach umarł przeświadczony, że dalej jest premierem. Z jednej strony rozwinął i ustabilizował Portugalię, a z drugiej krwawo tłumił opozycję, bunty w afryce i komunistów. Tyle o Salazarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja oczywiście nie utożsamiam się z tym panem, nie podziwiam go ani bynajmniej nie chcę kultywować jego pamięci takim tytułem bloga. Podobnie jak Moonspell odcinam się od kontekstu tej frazy i jej pierwotnego znaczenia. Dla mnie ona przedstawia mój sposób myślenia: "róbcie i gadajcie co chcecie, ja mam was wszystkich głęboko w d... nosie i dalej będę robił swoje". Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-6733752453763515813?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/6733752453763515813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090818.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6733752453763515813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/6733752453763515813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090818.html' title='090818'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-1486398615092725768</id><published>2009-08-15T19:38:00.002+02:00</published><updated>2010-10-27T13:52:28.987+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przemyślenia'/><title type='text'>090815</title><content type='html'>No cóż... starość nie radość i przyszła też na mnie kolej zakładania bloga. W umysłach tych nielicznych ludzi, którzy to czytają pewno właśnie kiełkuje myśl - "PO CO???". Spieszę z wyjaśnieniami: otóż stary Kauach nagle stwierdził, że od kilku lat nie napisał ani słowa, które byłoby częścią jakiejkolwiek całości. Oczywiście pomijam słowa typu "private", "float", "for" itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne pytanie może dotyczyć tematyki tego bloga. Otóż nie będę tu wypisywał jak mi źle na tym świecie i dlaczego mam myśli samobójcze bo kogo to obchodzi =). Zresztą to strata czasu. Jako, że do do sensownego komentowania polityki wybrałem trochę kiepski kierunek studiów, a kulturę można znaleźć w teatrze pozostaje mi komentowanie wszystkiego innego. Słowem - będę tu wypisywał co mi ślina na język przyniesie - od opisu liba... kulturalnych imprez akademikowych począwszy, a na wyczynach kaczolitycznych skończywszy. Mydło i powidło, ale co tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczciwie ostrzegam, że jak będę miał gorszy dzień, to pojawi się tu opowiadanie, wiersz czy inna form autoekspresji, która kunsztem może zaimponować conajwyżej Hotentotom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Strona graficzna ulegnie zmianie/poprawie/pogorszeniu/pozostawieniu/zapomnieniu zależnie od czasu i chęci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-1486398615092725768?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/1486398615092725768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090815.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1486398615092725768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/1486398615092725768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/090815.html' title='090815'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6416522540727387731.post-5211737104454957107</id><published>2009-08-15T18:46:00.000+02:00</published><updated>2009-08-15T18:47:34.563+02:00</updated><title type='text'>Lorem ipsum</title><content type='html'>Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. In metus lorem, fringilla id scelerisque nec, feugiat non justo. Pellentesque sagittis dolor sed enim tincidunt sodales non ac leo.&lt;br /&gt;Phasellus ut magna felis, ultrices ultrices ante. Aliquam non varius enim. Suspendisse imperdiet pretium lectus ut bibendum. Maecenas tempor tempus posuere.&lt;br /&gt;Etiam imperdiet eros quis lectus aliquet euismod. Duis in risus et leo condimentum facilisis eleifend nec justo. Quisque et feugiat massa. Pellentesque ligula ante, dignissim vitae scelerisque vitae, fermentum in nisi. Donec quis lacus massa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6416522540727387731-5211737104454957107?l=kauach.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kauach.blogspot.com/feeds/5211737104454957107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/lorem-ipsum.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5211737104454957107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6416522540727387731/posts/default/5211737104454957107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kauach.blogspot.com/2009/08/lorem-ipsum.html' title='Lorem ipsum'/><author><name>Kauach</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15526151144291807625</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
