piątek, 21 sierpnia 2009

090821

Początkowy zapał (słomiany) do pisania tutaj jak widać mnie ogarnął i mamy kolejny wpis.

Chyba się starzeję, bo właśnie wziąłem masę starych płyt i dobre 80% z nich wylądowało w śmieciach... Jak już człowiek nagromadził tyle rzeczy, że musi je przeglądać żęby wiedzieć co ma, to chyba czas umierać. Pomijam płyty typowo wspomnieniowe - zawierające zdjęcia. Było ich całkiem sporo, a teraz... mieszczą się na dwóch DVD... jakby się postarać to na pendrive'a by stykło. Takie płyty przynajmniej przetrwały w postaci zer i jedynek na twardym dysku, gdzie zajmują mniej miejsca niż w szafie jako piękne kolorowe krążki. Pomijam nawet płyty należące do znajomych i przyjaciół (którzy pewno czytają te słowa). Mam je skrzętnie zachowane i czekające aż sobie przypomnę do kogo należą, ewentualnie właściciel sobie o nich przypomni.

Wywalone zostały płyty niegdyś niesamowicie cenne. Składanki na CD skrupulatnie przeze mnie nagrywane z mizernej (2GB!) kolekcji mp3. Odtwarzało się je w innym pokoju na jamniku albo nosiło na imprezy, grille, "prywatki". Niektóre nawet zachowałem! Głównie te z samodzielnie wydrukowanymi, wytartymi teraz, wkładkami i z dumnym, choć błędnym, tytułem płyty nabazgranym flamastrem. O dziwo znalazły się też jakieś oryginalne nagrania. Tu jakiś OST z Mononoke Hime wytargowany na konwencie (Asuconie... bodaj 9), tam jakiś Black Album sprezentowany mi niegdyś. Zostały. Czekają aż będę miał własny kąt gdzie będą miały honorowe miejsce na półce obok jakiejś wieży. Mimo sukcesów mp3 płyty audio dalej są przeze mnie wysoko w hierarchii rzeczy przydatnych. No i od razu człowiekowi weselej jak se pomyśli "Mam płytę Moonspella! i Metallici! i Theriona!".

Najbardziej jednak uderzyła mnie zmiana sposobu funkcjonowania gracza, kolekcjonera i zbeiracza, za którego się uważam. Część z was, drodzy czytelnicy (^^) pamięta z pewnością namaszczenie z jakim wkładało się do napędu o zawrotnej 4-ro krotnej prędkości płytę ze starego numeru CD-Action pożyczoną od kumpla z podstawówki. Te wszystkie dema gier! Były to czasy kiedy nagrywarka była jedna na osiedlu i nawet piractwo było koszmarnie drogie. Zagrywało się w te 2 poziomy umieszczone przez twórców jako przedsmak ich rozpikselizowanej gry. Pomijam nawet fakt, że te zbitki pikseli były nierzadko lepsze od obecnych gładziuteńkich gierek. A te bonusy! Nieprzebrane ilości tapet, ikon, dźwięków, filmików, openingów animców, fragmentów filmów! Kiedy do połączenia z internetem przygrywała melodyjka z modemu, a o YouTubie to nawet Spielbergowi się nie śniło takie rzeczy to był prawdziwy skarb!

Najgorsze jednak było wywalanie gier, skopiowanych nielegalnie tu i ówdzie. Najgorsze, że dalej mam te gry gdzieśtam na DVD, albo w przepaściach dysku twardego. Najgorsze, że dalej nierzadko do nich zaglądam. Najgorsze, że teraz mało kto o nich pamięta. Najgorsze, że jedynym miejscem, z którego można takie gry to serwisy "abandonware". Porzuconego oprogramowania. No chyba faktycznie tamte czasy trza porzucić i przyjąć wreszcie do wiadomości, że nasze dzieci dyskietkę zobaczą jedynie w starych (naprawdę starych) filmach.

4 komentarze:

  1. Ale taka jest kolej wszystkiego. Rzeczy się starzeją i lądują w lamusie. My, jako wychowani na nich, wracamy do tych wspomnień z sentymentem. Ale to powinny być często tylko wspomnienia, tak jak KaGieBe zawsze mówił - nigdy nie obejrzę Sailor Moon ponownie, bo nie chcę sobie popsuć wspomnień.
    A jednak są perełki, które nigdy się nie starzeją. Dla mnie taką grą jest Baldur's Gate, którego pierwsza część, mimo 11 lat (o kurwa!) jakie upłynęły od premiery, nadal jest świeża. Baldur's Gate II (mój pierwszy Baldur, przyznam bez bicia) przechodziłem po raz pierwszy chyba 8 lat temu. 8 lat! To jest kupa czasu, prawie moje LO+studia razem. My się tyle znamy! Czyli, jakby nie patrzeć, czasu od groma. A jednak teraz przechodzę tę grę ponownie i bawię się świetnie. Może nawet lepiej, niż te 8 lat temu. A te wszystkie wspomnienia wracają. Wspomnienia czasów, gdy gry miały jeszcze to coś, a ludzie podniecali się tym, że grę przechodziło się 300 godzin (wykonując questy, które nie polegały tylko na "idź i zajeb").
    Zresztą, na sentymenty też mnie bierze od jakiegoś czasu. Najlepszy przykład? Zacząłem na nowo pasjonować się Transformersami, żeby o Baldurze nie pisać ponownie :D

    Z takich ps-ów - ja jeszcze swojego zbioru CD nie uporządkowałem. A płyt Moonspella oryginalnych mam więcej niż Ty 8)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym Moonem to przede wszystkim masz Bootlega więcej =D. A my z Gośką razem mamy Wolfa, Irrela, Darknessa, Memo, Neternala, a ja noszę się z zamiarem zakupu under satanae ^__^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam Under the Moonspell i Anno Satatae na kaseciakach 8) Ale fakt, US chciałbym sobie kupić. W sumie poza nim brakuje mi tylko Irreligious, bo D&H też mam na kaseciaku :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Nie robiłem nigdy prywatnego rankingu na swoje najbardziej bezmyślne i niepotrzebne wydatki, ale zakup tych pięciu oryginalnych albumów Moonspella byłby bardzo wysoko. Inna sprawa, że nawet gdybym miał możliwość pozbycia się ich po cenie nówek, to bym tego raczej nie zrobił.
    Niespieszno mi do porządkowania płyt. Może w przyszłym roku. Teraz za to, przy przeprowadzce na piętro byłem zmuszony przekopać się przez stosy moich starych zabawek i dziecięcych szpargałów. Większości zabawek udało mi się pozbyć bez sentymentów, takoż szpargały kiedyś mi drogie wylądowały w większej części na śmietniku. Właściwie tylko obrazków Turbo nie byłem w stanie wyrzucić. Szkoda tylko, że nie znalazłem wszystkich.

    OdpowiedzUsuń